blondynkaijuz
blondynkaijuz.blog.interia.pl
<< Luty 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829
Księga gości
 
O mnie
blondynkaijuz
Wenus :)
Słówko o mnie
Hmm.. nie potrafię pisać o sobie.. :) Pozatym z tego obok --> napewno dużo wyniknie...
Zobacz mój profil
Notki
2007-05-04 HMMM....z pewnych rzeczy sie (na szczescie wyrasta) :o)
Heejj! Oj na dlugo, na dlugo przycichł temat.. i w zasadzie to dalej jest cicho i wewnątrz i na zewnątrz...choc ostatnio przez przypadek troszkę się nabroiło ale jak zwykle bylo to efekem powszechnego znieczulacza...typu male zero siedem, które tak jakos wyszlo ze zostalo tylko na nas dwoje i...mialo byc tylko podkladem przed zupelnie oddzielnymi imprezami... No i fajnie bylo na imprezach tylko tak jakos przez przypadek PO IMPREZACH nasze drogi sie skrzyzowaly .. I w gruncie rzeczy to nie wiem kto kogo wykorzystał.. haha Hmm...ale w sumie to nikt nikogo tylko ogolnie tak jakos poszlo i..bylo FAJNIE , ale przynajmniej sie ciesze ze nie mam zadnych chorych faz juz "po" aaaa....zapomniałabym o najwazniejszym. hihi/ tak w mniej wiecej polowie buteleczki to stwierdziłam ze w sumie skoro tak fajnie nam sie rozmawia pomimo faktu ze nie łączy juz nas Pieerrr...to... w sumie czemu miałabym w koncu MU tego blogasia nie pokazac i..haha pkazałam NO I...sczerze mówiąc to jak zaczelismy czytac to akurat trzeba juz bylo wychodzic hihi bo koles po niego przyszedl a po mnie kolezanka wydzwaniala no i... jakis tam tekst poszedł typu chyba takiego ze troche sprawe uplycialam ale nie wazne... wazne tylko to ze bylo - i bylo fajnie - i dlugo sie tego nie zapomni :) To wsio// OK zmykam na impre papa
2006-11-08 noooormalnie jak ŁOŚ WE MGLE!!! błądze i błądze w cholernym rabincie uczuć...

Ciekawe...ciekawe jak to jest...

Ze już myślisz ze totalnie się wyleczyłaś a tu takie JONDRA JAK BERETY...i nagle TRACH!
Przychodzi Ci jedna malutka myśl do głowy...która wywołuje nastęną i następną i tak w wyniku swoistej reakcji łańcuchowej , pęka zawór, pęka usilnie budowana tama i znowu PRZELEWA SIĘ LAWINA UCZUĆ, która przytłacza tak bardzo że aż ciężko oddychać.
I kurwa nawet o niczym...o nikim innym nie można myśleć bo cokolwiek się robi to i tak dalej MYŚLI SIĘ O NIM.

A on albo jest świnią nieczułą...albo jest faktycznie jeszcze bardziej zagubiony i wystraszony niż Ty.

Jest teraz przeziębiony...A nawet nikt o Niego nie dba..chyba – ale raczej nie. Raczej na pewno nie.

A przecież czy to tak ciężko przytulić....pocieszyć....jakąś ciepłą zupkę czy coś w tym stylu? No pewnie, pewnie – nie ma co mężczyzny zbytnio rozpuszczać no ale chyba ....


A Z RESZTĄ!!!! Nie mój zasrany interes! I jutro znowu od rana rzucam się w wir cwiczeń w tym chociaż celu żeby mnie tak bolały mięsnie żebym nie czuła tego .... bólu bezradności i niespełnienia... i tęsknoty...

A co się tyczy mojego faceta – tez szkoda gadać. Teraz będę 4 noce spala u mamy bo tato w delegację... Więc sobie chłopak poużywa NIE??? Z tą tylko różnicą ze na razie nie chce mi się czatować w aucie w celu przyłapania Go – choc auto mam już tak zajebiste i szybkie ze ... z palcem w nosie albo nawet gdzie indziej – bez zadnych problemów bym za nim jechala i na pewno bym go nie zgubiala.

Ale po prostu na razie mi się nie chce :D
Choć sytuacja mnie wkurwia. Straszliwie! I to ze wiiem ze cos kręci ale na razie nie „tykam” jego komóry ani kompa – bo w sumie po co się jeszcze bardziej wkurwiac – tym bardziej ze faktycznie – na razie nie uśmiecha mi się mieszkac z rodzicami w 2 pok – BO ZWARIUJĘ!
A pyzatym póki co mam do tego gwarancję udanego seksu, w miare regularnie haha więc podejdę na razie w ten sposób do sprawy i będę miala wsio w dupie  i spokojnie będę szlifować figurkę – a jak już będę IDEEAALNA to może akurat napatoczy się ktos bardziej sensowny niż wiadomo które DWA przypadki. :o)

I muszę powiedzieć że faktycznie powodzono zaczynam mieć nieco większe niż mialam – a może po prostu jestem bardziej pewna siebie itp. itd. I przez to bardziej niż kiedys emanuje ze mnie to co powinno emanowac przyciągając mężczyzn..

A PROPO! Emanowania feromonów i zapachu...haha

TTo ciekawe... Albo PAN OD PROJEKTU zmienił perfumy – o ile mogole to były perfumy- albo przestał na mnie działać jego zapach... ZABIŁAM TO MOŻE W SOBIE! 

Bo już niestety nie czuję TEGO zapachu....Hhmm.. a może jest po prostu za zimno?” Może on tak pachnie tylko wtedy kiedy jest cieplej? Hihih

No ale nie ważne – to ze w niedziele, powiedz, wtorek i dzisiaj pozwoliłam sobie na mysli o NIM, na celine, na zakręcenie się paru łezek w oku – to nie znaczy ze tak łatwo się poddam. –guzik – nie mam zamiaru.

Gggrrrrr...ale żeby to było takie proste jak się wydaje.... :o( no nic..czas do domku.
2006-10-24
Kuurde!

Czy to całe popierdolone zycie musi byc takie skomplikowane i wlasnje popierdolone???Przecież chwilami to normalnie bezradnosc i zniecierpliwienie rozwala czlowieka od srodka!!!


Grrrrr! I własnie dzisiaj caly dzien mam  TAKĄ WŁASNIE CHWILE! Grrrrrrr Brrrr 

Poprostu totalna kropka. Wogóle, kompletnie nie mam jakiegokolwiek pomysłu na to jak porozwiązywać supły które mi sie pozaplątywały. Massssaaakrra!

I totalny brak słoow! Rano dałam sobie taki wycick w fitness klubie ze jeszcze płuca mnie bolą..haha a moze jakies swinstwo mnie zzera i juz przynajmniej nie bede musiała sie martwić tym co jeszcze sobie tak dokumentnie spierdolę w zyciu?? haha

Ale to bylaby swoista ŁATWIZNA... a jestem jednak osobą zbyt ciekawą zycia zeby juz je konczyc, i jakby mnie jakies swinstwo zzerało to w sumie wcale bym sie nie cieszyłą...

Ale wogóle!? To o czym ja tu znowu pierdolę od rzeczy? jak zwykle o totalnych bzdurach nie? Najwyraźniej nic juz ciekawszego nie mam do roboty oprocz siedzenia, myslenia, wymyslania, dzielenia kurewskiego wlosa na cztery.

Marnosc. Jedna wielka marnosc egzystencji i wszystko totalnie spierdolone. Nawet nie mam sily zeby sie porządnie wypłakać!
Siły ani czasu, bo wiecznie cholera trzeba gdzies pojechac, cos załatwic, wyglądać jakby nic sie nie dzialo w mojej popieprzonej glowie i sercu. Po co taka np moja mama ma się zamartwiać...zamartwiać i wiercić mi dziure w brzuchu zebym zostawiła mojego, ( o projektu to nawet nie wie - no bo jak to tak przyznac sie do takiego kurestwa???), pfrzecież nie powiem Jej ze uważam ze spierdolone mam totalnie zycie na chwilę obecną...BO PO CO MA SIE MARTWIC?

A po co TEN OD PROJEKTU miałby wiedziec ze tak mi na NIM w nierozsądny sposób zależy...Po to zeby Go dowartościować tylko? I tak przecież ma manie głęboko w dupie, a pozatym i tak nie ma czasu bo jest zawalony robotą...Więc PO CO mam sie od nowa i to jeszcze bardziej wkręcać i przez to jeszcze bardziej tęsknic i cierpiec? PO CO?

Po co z kolei MÓJ FACET ma narazie wiedzieć ze nie wierzę w ani jedno jego słowo(A Z RESZTA PO CO? I tak wiadomo ze niczego bym sie nie dowiedziala bo zaczałby mi wciskać kolejne kity!!!Wiec po co mam sie jeszcze bardziej wkurwiac??!!!!), i jakoś totalnie odechciało mi sie nawet wracać do domu, bo poprostu ostatnio mnie cholernie irytuje - a po ostatnim weekendzie poprostu juz totalnie mam Go gdzies i jestem bo jestem.Haaa... Bo oczywiscie jeszcze od soboty nie pogadalismy na wiadomy temat. A jesli nawet mialabym byc z nim tylko i wyłacznie dla zaspokojenia potrzeb seksualnych...hahahahahnajaha   to i tak GÓWNO! Bo najwyraźniej jak mnie nie ma to tyle razy robi sobie dobrze sam do kompa ze potem nie pali mu sie do bzykania w realu ze mną. A ja nie bede godzinę smyra ć go po plecac h zeby nabrał ochoty na pierdolenie. A kiedys tak nie bylo...wystarczylo ze sie przytulił wieczorem i....od razu coś zaczynał kombinować..albo ja itd itd   
A moze spotyka się z tym dziwolągiem z fiutem i dziurą? I mu sie spodobało? aaaxcch już naprawde mam to w dupie, pierdole sprawe...

Tylko nie wiem czy przycisnąć go do sciany i pogadac czy narazie zeby wygodniej nie psuc atmosfery? Tak jak to "UROCZY PAN OD PROJEKTU OD KILKU LAT ROBI".... bo jego zdaniem wszyscy mają go własnie w dupie i traktują w domu jak powietrez, a on noic z tym narazie nie robi bo poprostu nie wygodnie i.."trzeba przyszłosciowo patrezc"...  NO fajnie fakjnie, ale w takim układzie to dla wygody i przyszlosciowego patrzenia to tak mozna do ostatnich dni zyc w takim maraźmie i zakłamaniu...A z drugiej strony to...naprawdę - chciałabym sie kiedys dowiedzieć...
czy ON tak znika z domu dlatego że mają Go w dupie...czy własnie oni mają Go w dupie dlatego ze Go wiecznie nie ma. I CIEKAWI MNIE CO BYŁO PIERWSZE....

No ale oczywiscie nie zapytam Go o to...NO moze kiedys...ale napewno nie w najbliższym czasie

Sttrrrraaaaszne to wszystko takie zakręcone, skomplikowane.
Oczywisice widzę wyjscia - ale nie chce az tak drastycznie działac, nie chce cierpiec jeszcze bardziej...Moze wiec w koncu doszłabym do jakiś wniosków, które ewentualnie doprowadziły by mnie do jakiś mniej bolesnych wyjsc.


A narazie to nic. Poprostu nic mi nie przychodzi do głowy.  :o/



2006-10-23 Show must go on... (pisane w niedziele ok 15-17:00)



No i stało się... No to znaczy właściwie i znowu się nie stało. :o(

Tym razem dla odmiany popiszę sobie o mojej sytuacji ale akurat nie z Panem od projektu – do którego uczucia jednak w ostatnich dniach nieco przybladły ( żeby nie powiedzieć całkowicie bo pewnie znowu coś we mnie drgnie jak go zobaczę...)

Ale wróćmy do tematu.
Jak już mówiłam, od 3 lat jestem w związku z kimś, w gruncie rzeczy wspaniałym, z tym, że od pierwszych chwil wiadomo było ze jest to związek bez przyszłości – z powodu zbyt dużej róznicy wieku – 31 lat!
Więc na dobrą sprawę mógłby być moim ojcem, a jakby się ktoś upierał to nawet dziadkiem  no może nie przesadzajmy...
W każdym bądź razie...przez trzy lata naprawdę można się strasznie do Kogoś przywiązać, przyzwyczaić...pokochać. Miłość wymieniam na ostatnim miejscu , ponieważ uparcie próbuję przetłumaczyć sobie że tylko marnuję czas, marnuję życie, najlepsze lata mojego życia – i skoro te wszystkie przemyślenia wcale nie ułatwiają mi odejścia, to może powinnam przyjrzeć się sprawie uczuć? Może ja wcale Go tak strasznie nie kocham...tylko to własnie przywiązanie i przyzwyczajenie?
Jasne – teraz ktos moglby stwierdzic ze pewnie ze go nie kocham skoro caly blog jest poświęcony komuś z kim „rżnęłam się” za Jego plecami. No ale naprawdę...To wszystko jest zbyt skomplikowane żeby można było zrozumiec cała sytuację czytając tylko te internetowe wypociny. JA NAWET SAMA NIE POTRAFIĘ ZROZUMIEC CO TAK NAPRAWDĘ CZUJĘ I CZEGO OCZEKUJĘ. A cholera nikt za mnie nie podejmie przeciez decyzji!

Wczoraj był STRASZNY DZIEŃ... tzn właściwie wieczór.

Ale zacznijmy od początku...

Jak już mówiłam, mój mężczyzna bardzo duzo przesiaduje przy komputerze, na róznych czatach, gada z laskami, uprawia cyberseks ( który uważam za świństwo! Tym bardziej jak ma się kogos żywego co noc w łózku, z duzym temperamentem..ale nie wazne..)

I w zasadzie to nie ma co się dziwic ze przesiaduje na czatach...Przecież tam własnie się poznaliśmy. Więc globalizując można stwierdzic ze skoro siedział w celu poznania kogos i się spotykała...to dlaczego będąc ze mną mialby tego nie robic? Jest już w takim wieku ze przeciez nie ma nic do stracenia. Musi do konca powykorzystywać Zycie itd. Itd. OK. – rozumiem , ale w takim razie, skoro tak Go to bawi to dlaczego marnuje moje Zycie???? Odbiera mi szansę na ułożenie sobie go z kimś w odpowiednim wieku, z kimś kto za pare lat może poprosiłby mnie o rękę...Załozylibysmy rodzinę... I...zobaczyłoby się co by było dalej.
Oczywiście... ktos w „odpowiednim” wieku mógłby np. po paru latach zginąć w jakimś wypadku, czy zachorować i umrzec. I tez zostałabym mlodą, nieszczęśliwą wdową z cierpiącym sercem i np. jeszcze do tego z dzieckiem. Owszem – mogloby tak się stac. Więc w sumie wychodziłoby na to samo patrząc z tej perspektywy.

Ale może akurat nic takiego by się nie stało? A do tego facet z którym bym była okazałby się lojalną , wierną i kochającą czułą osobą?

KURWA! Najgorsze jest to ze ON JEST TAKI CUDOWNY! Pomijając moje podejrzenia ze JEDNAK SIĘ SPOTYKA Z DUPAMI Z CZATA... Taki cudowny, że boję się ze już nie spotkam nikogo równie czułego, wesołego, zabawnego, spokojnego...takiego wspaniałego w łóżku, o podobnych zainteresowaniach...i w ogóle... :o(
I może właśnie to nie pozwala mi odejść...

Ale ostatnio zaczął coś kombinować... Poznał oczywiście na czacie kilka tyg temu taka osobę. NO może nie powinnam opisywac szczegółów ale ta osoba jest w pewien sposób wyjątkowa – ponieważ ma to i to..tzn z tego co zrozumiałam i z tego co widziałam na zdjęciach ma i penisa i waginę... No OK.Nie mam nic przeciwko takim ludziom – wielkie nieszczęście moim zdaniem no ale to moje zdanie.

I STRASZNIE TO GO PODKRECILO... I w tym momencie zaczął kłamać bardziej niż zawsze...a ze jestem osobą inteligentną i łączącą fakty to... jak sądzę większość kłamstw odkryłam. Tylko ze on dalej się wszystkiego wypiera i odwraca kota ogonem, robiąc w ten sposob ze mnie wariatkę i wzbudzając poczucie winy i niepewność czy aby faktycznie się nie pomyliłam.

Zaczepom się od tego ze stwierdził ze mogole z nia nie rozmawia, raz czy dwa, i ze ona jest ze Słupska i....wogóle zaczął tak kręcić, ze zaczęłam przyglądać się sprawie bliżej. A do tego jeszcze dochodzą moje nieustanne przemyślenia dotyczące naszego związku i czasu który nieubłagalnie upływa. Więc doszłam do wniosku ze, nie dość ze marnuję dalej moje Zycie to jeszcze ON MNIE BĘDZIE ZDRADZAŁ I TO Z FACETEM!!??? O nie! I zabrałam się ostro do roboty.

Zainstalowałam pewne cos w jego kompie, co rejestruje wszystko co on tam robie. Wszystko co pisze, co otwiera itd... I co się okazało? Ze urządzają sobie długie pogawędni przez komunikator internetowy ( który ma oczywiście szczelnie chroniony hasłem, tak że nawet jakby moja ciekawość zwyciężyła nad lojalnością to nie zdołałabym zajrzec do historii rozmów...)...Więc jak wrócił zaczęłam bajerować ze sniło mi się ze.. itd. Itd. I zaczełam go prosić żeby dla mojego swiętego spokoju pokazał mi archiwum i udowodnił w ten spob ze to tylko zły nic nie znaczący sen. Kuuurcze! Ale zaczął się bronic i odwracac kota ogonem! Włącznie z probą rozkręcenia zadymy ale słodko powiedziałam żeby się nie denerwowała bo skoro nie ma nic do ukrycia i wciska mi znowu ze cos insynuuję to co mu szkodzi pokazać mi archiwum... No to się obraził na godzinę i przestał odzywać. A ja głupia oczywisice siedziałam i zachodziłam głowę co by tu robic z tym fantem.
A kątem oka widziałam ze usuwa z historii te wszystkie rozmowy u siebie na kompie. No i co dalej? No podszedł, przytulił mnie i powiedział ze jak już tak bardzo chcę to ok. – mogę spojrzec. Haha cwaniak – tylko ze ja jestem cwańsza, bo skopiwany mialam plik z historią i jak usiadłam przy komputerze u niego to... wkleiłam z powrotem podmieniając wszystko tak ze wszystkie zapisy rozmów wróciły.

A tam było o tym jak go podniecają jej fotki. Jakby chciał go potrzymac...ze własnie robi sobie dobrze i nie może się doczekać spotkania itd. Itd. I CO? MÓWI CHYBA SAMO PRZEZ SIĘ? Prawda? Czy ja faktycznie jestem nie normalna?

A co mój kochany na to? Oburzył się – ze specjalnie to zostawil żebym się nie rozczarowała. A tak naprawdę to i tak nie prawda i bez znaczenia. Tylko tak sobie pisał... No i co? Nie mam dowodów więc dalej można robic ze mnie idiotkę..

Tylko ze kolejny numer znowu mu się nie udał. Mianowicie moja mam jest lekarzem. I w tamten piątek ( 13.X) zaklinał do mnie z domu czy przypadkiem mam nie mogłaby wypisać >>>zonie „Zbycha” kolegi z pracy takich tabletek hormonalnych niby na okres...<<< I od razu poczułam ze cos nie tak bo o zadnym Zbychu nie słyszałam, a pyzatym to nigdy przez 3 lata nie prosil o zadną recepte dla nikogo...Wiec powiedziała ze oczywiście zapytam itd.
Ale mamy tylko zapytałam na co to jest...i jak mi powiedziala ze najprawdopodobniej na usunięcie ciązy silne tabletki to wgniotło mnie w fotel bo pomyślałam ze pewnie kogos bzyknął i panienka zaszła w ciąże.

No ale nie dając nic po sobie poznac, wieczorem powiedziałam ze mama nie może tego wypisac bo to silne leki i tylko ginekolog może.A on straaasznie się zmartwił ze biedny Zbychu będzie miał problem. – I probował mi wmówic ze właśnie ten Zbychu będzie go zmienial w pracy i mu o tym powie.
Więc ja tak intensywnie myślałam ze jak on wyszedl do pracy 5tej rano to już nie zasnęłam i główkowałam. I zaczęłam przeglądać komputer w poszukiwaniu informacji... I co się okazało? ZE TO TEN POTWOREK POTRZEBUJE receptę i to bardzo pilnie i to nie w celu usunięcia ciązy tylko w celu pobrania intensywnej dawki hormonów żeńskich. A co mnie najbardziej zastanowiło?
To ze mój kochany (haha) miał podrzucic jej tą wypisaną receptę...Więc łącząc fakty zaczęłam zastanawiac się jak to jej podrzuci do Słupska :o) chyba helikopterem jeśli miałabym się nie dowiedziec. No ale to za chwilę..

Więc, wiedząc o której konczy pracę – zrobiłam mu „wieeelką” niespodziankę przyjeżdżając po niego. I jeszcze głupia mialam w głębi duszy nadzieję ze może faktycznie pogada z tym kolesiem...i ze może zle zrozumiałam to co przeczytałam. Ale nie. Tylko się zmienili i już. A dopiero po chwili mnie zauważył i podbiegl i wycałował itd. Itd.

Więc ponownie słodziutko zapytałam co „Zbychu” na to ze nie ma recepty.. No to zaczął machac ręką ze się chłopak załamał itd. A ja zapytałam:
-czy to wlasnie ten koles?
-No tak, tak. Biedny teraz będzie miał problem.
A ja – No biedak, faktycznie. Ale teraz mu to powiedziałeś?
_ No tak. Własnie teraz, przed chwilą...
- I to ten facet to Zbychu tak?
- No tak.
Więc ja dalej słodziutkim tonem, co Go normalnie zwaliło z nóg:
- A to ciekawe...Bo specjalnie przyjechałam wczesniej żeby z nim zamienic parę słów i doradzić fajnego ginekologa , który moglby może pomóc... Ale facet powiedział ze to chyba jakas pomyłka. Bo ani nie ma na imię Zbychu, ani nie wie nic o zadnej recepcie... ( No a oczywiście nie robiłam z siebie idiotki i nie wypytywałam tylko przeciez już wiedziałam ze to dla niej)

Haha ale jaja! Myślałam ze padnę ze śmiechu jak patrzyłam na wyraz jego twarzy! Czerwony jak burak, łzy zakłopotania w oczach itd. Itd. Zapytałam więc dlaczego kłamie.Po co?Ze nawet nie potrafi kłamac.
A on na to ze, może powinien wziąć u mnie kilka lekcji to doszedłby w kłamstwie do perfekcji..Haha może i racja ale to odkręcanie znowu kota ogonem i w rezultacie temat został zupełnie zmieniony

ALE PUNKT DLA MNIE.
I co dalej? Pojechaliśmy tego popołudnia na zakupy a potem na chwile do mnie do pracy. I po paru minutach stwierdził ze musi wyjsc do toalety... No to dalam mu kluczyk ( bo poza lokalem jest kibel) i siedziałam i robiłam to co mialam do załatwienia. Cos dlugo go nie było. A jak wrócił to zaczął się smiac rzekomo sam z siebie ze zamknął się na klucz od srodka i nie mogł wyjsc.A ja to łyknęłam jak głupi pelikan.

PUNKT DLA NIEGO.

Bo potem, zerknąwszy w jego komórkę ( wiem ze tak się nie robi ale naprawde wiem ze mnie oszukuje tylko nie mogę mu tego udowodnic na razie)...okazało się ze 12 minut rozmawiał własnie z „z tym czyms”. Może jeszcze odstawili jakis cyberek i sobie zwalił w tym kiblu świniak jeden!!!!


Idzmy dalej...We wtorek pracował do pozna...I chciałam go odwiedzic w pracy. Ale jakos strasznie mi odradzał, mowil ze szkoda czasu, ze przeciez rano wstaję, może cos w domu porobię, może nad projektem aktualnym popracuję.. Zastanowilo mnie to ale pomyślałam sobie „a huj ci w dupę – nie to nie”.

A na drugi dzien jak akurat mialam okazję prześwietlić conieco u niego w kompie okazalo się ze ona miala przyjechac i z nim troche posiedzieć. I strasznie ją na to namawial... I w rezultacie to właściwie nie wiem czy przylazła czy nie. Ale było tam napisane ze
„szkoda ze tak do pozna pracuję bo osobiście bym Cie odwiózł skarbie na to psie pole”

Haaaa!Mam Cię! Psie pole!

PUNKT DLA MNIE. ALE TEZ PUNKT DLA NIEGO.

No już nie będę mowic co tam jeszcze wypisuje na tych czatach... Zawsze ma nika w stylu „która chętna”, „szukam chętnej” „on sek Real” „Wrocław szuka „ itd. Itd.

No ale co? GOWNO!! Nie mam dowodów – tylko wiecznie wymyślam jakies niestworzone historie, a on biedaczek nie robi nic złego. I zawse jest był i będzie fair wobec mnie.(jego slowa)
I w ten sposób caly czas miesza mi w glowie!

AAAA..zanim dojdziemy do wczorajszego wieczoru to jeszcze dzień w tył – piątek.

Tez pracował do pozna. O 24 miał skończyć.

Ja sobie siedze w domku ( i akurat mialam ogolnego dola i chyba nawet bylam tu – ten ostatni wpis- i dołowałam się drugim palantem tym od projektu...).

A tu nagle telefon. „Och kochanie.co słychać co robisz? Bo wiesz będzie drobne opóźnienie bo jest pewna awaria ale już pojechali po elektryka... „tego Mariana, wiesz, pamiętasz..? „ Na to ja zapytałam ( przeczuwając ze cos Ne tak) czy elektryk nie ma przypadkiem na imie „Zbychu”?
No to strasznie się zbulwersował, a ja slodko stwierdziłam „ojej, no pomylilo mi się skarbie” i powiedziałam ze skoro stoi tam taki samotny w srodku nocy to może przyjade do niego i postoimy razem i będzie mu razniej.
Haaa! FAKTYCZNIE! TERAZ DOPIERO ZROZUMIALAM!

Już mówię: ta rozmowa – pierwsza była ok. 00:11. I trwała trochę. Potem jeszcze kilka razy dzwonil i marudził cos tam i to już mnie utwierdzilo w przekonaniu ze cos jest nie tak.... A potem nagle o 00:44 ( tak – mam zajebistą pamięc jeśli chodzi o numery) zadzwonil ze za pare minut będzie, bo już naprawili. Wiec zapytałam ze to pzreciez nie możliwe żeby tak szybko poszlo..-BO TO NIE MOŻLIWE!Nie będę tlumaczuyc szczegółow ale nie możliwe.
I nie całe 5 min po rozmowie już się otwierały drzwi..I była TTTAAAKKKIII WYYYBITNIE MIIILUŚKI ZE PRAWIE WYRZYGAC SIĘ MOZNABYLO.

Wiec już bylam pewna ze cos jest nie tak.Tylko własnie nie wiedziałam dokladnie co. Rano jak o 7mej wstalam na wykłady, to postanowiłam looknąć w jego komóreczkę i...co? I biedaczek zapomniał skasowac jednego smska... smska od „Mariana”:
00:25 to co? Przekładamy spotkanie tak?

A dopiero teraz zrozumiałam, ze musial do niej zadzwonic i powiedziec ze zaproponowałam ze przyjade i.....w związku z tym spotkanie nie jest zbyt bezpieczne....wszystko jasne jak się troche pogłówkuje nie?

W tym momencie krew mi się zagotowała w zyłach. Postanowiłam zapisac sobie numer tego całego „Mariana” w mojej komorce na wszelki wypadek. Ale MYYYK – komoreczka napisała ze „kontakt już istnieje”

No i można się domyślić ze owym kontaktem jest pani z Fiutem i pizdeńką. NO TO WKURZYŁAM SIĘ JUŻ NA MAKSA!I pomyślałam „ja Ci pokaże!”

Odm dłuższego czasu chodzilo mi po głowie żeby zaczaic się w aucie gdzies w pobliżu domu i..moze a nóz gdzies pojedzie w srodku nocy na jakis numerek w acie, któ®e tak rozsławia na czatach. Ale jakos nie mogłam zebrac się w sobie żeby to zrobic. A od roku już o tym myślę. ( Bo na detektywa to mnie nie stac)

Więc pomyślałam – do dzieła! I ze sszkoly zadzwoniłam do niego mowiąc ze najprawdopodobniej tato będzie musiał pojechac w delegację bo ktoś tam wypadł z obiegu i jego chcą wysłac, więc ja pojade spac do mamy.I pomyślałam ze skoro ma wolny weekend i wolną chate to pewnie gdzies sobie pojedzie jak kogos wyrwie. Ale dbając o swoją dupę i o to żeby zbyt dlugo nie stac w nocy w aucie i nie kwitnąc to pomyślałam ze pewnie już odkąd wie ze będzie wolny wieczór i noc, to siedzi na czacie i poluje. I oczywiście!
Wiec urwałam się z zajec i pojechałam do kafejki internetowej i zaczełam go bajerowac jako jakas tam „chętna_dzis” i poprosiłam żeby zostawil mi numer to potem się odezwę.
A on mowil ze penie się nie odezwę, bo jak przychodzi do konkretów to laski się zmywają i wcale nie chca się spotkac na numerek. A ja powiedziałam ze się odezwe i się spotkamy.
Szybciutko kupiłam nowy numer, wsadzila do zapasowej komorki, i wchodząc do niego ( niby na dłuższej przerwie miedzy wykladami) puściłam smsa z nowego numeru ze „czesc to ja Karolina.co z naszym spotkaniem?”

Potem jeszcze siedząc obok niego potajemnie puściłam sygnał dlugi – i co zrobil? Szybko wyłączył telefon. Potem poszlam wiec do toalety i wyslalm jeszcze smsa, a po jakims czasie zapyatałam:
-Kochanie, czy przypadkiem masz cos na koncie oprocz darmowych minut do naszej sieci.Bo nie pamiętam o której zaczyna się wyklad ( chciałam żeby włączył tel i żeby poprzychodzily smsy, i znowu biedaczek by się zakłopotal ahahahaha)

NO to zaczął się bronic ze już nie ma nic na karcie nie wie jak to się stalo... No to się lekko zbulwersowałam , BO PRZECIEZ KURWA O 0:00 UZUPELNIAL SOBIE KONTO!
No to on z kolei slodko zaczał tłumaczyć ze mu się interent wcisnał i mu zezarlo itd. Itd. A ja powiedziałam ze przeciez wap mamy nieaktywny wlasnie po to żeby zapowiedz takim sytuacjom...no i temat znowu przycichł..

(I do tej pizdy wydzwonil cala karte!!!swinia!noo ale broni się ze dobrata jak dzwoni do innej sieci to mu zzera – na przed wczoraj faktycznie 20 min rozmawial z bratem ale nie wazne, bo wczoraj było 15 min rano-wiec prawie 10zl wychodzi , jak tylko wyszlam nabite do „Mariana”-czyli do niej!!!!)

No to potem powiedziałam ze jade do szkoly i ustawilam się w uliczce równoległej tak żeby widziec jak wyjezdza...ale okazalo się ze nie mam fajek – bo prosil żebym mu zostawila i dal mi kase na nowa paczke po drodze do kupienia, bo on już nie będzie wychodzil, i jakis film sobie obejrzy i takie ttam kłamstwa...Wiec pomyślałam ze skocze po fajki i wroce szybko... I co? Przejechałam obok domu wrociwszy ze sklepu ( może 3min trwaly zakupy) i co widze? PUSTO! AUTA NIE MA! Kurwa! Ze on tak szybko nigdy nie potrafi się zebrac jak razem wychodzimy.hahaha i pomyślałam ze skoro ma pusto na karcie to „owej rozpalonej Karolince” nie może odpisac wiec pewnie pojechal po karte. I OCZYWIŚCIE! Nie zdążyłam się ustawic na stacji benz wylatowej z osiedla – pomyślałam ze dobre miejsce bo jak będzie gdzies jechal to tylko tedy może...to przyszedł sms no Itak smsowalismy, a potem pomyslalamz e przeciez nie mam kogo wysłać na spotkanie!

Sama nie mogłabym przyjść bo znowu bylby tekst „NO PRZECIEZ OD POCZATKU WIEDZIALEM ZE TO TY...!!!”

Ale poszukiwania na czacie nie wypalily bo żadna laska nie odważyła się na to żeby mi pomoc, a na agencje nie mam kasy.Wiec gadając znim jako ta Karolina na gadugadu w koncu cos tam napisałam w stylu ze mamy opóźnienie i potem napisze czy uda mi się wyrwac.A on napisal ze idzie się przewietrzyc...wiec pomyślałam ze może ghdzies jedzie – wiec ekspresem wsiadlam do auta i popędziłam. Ale auto jeszcze stalo.Uuufff...

No i co? Jeszcze pare smsow z Karolinką polecialo ale stanęło na tym ze niestety nie da rady. Stalam w tym aucie kwitnąc chyba z 3 godz. Az tu nagle słyszę ze ON GDZIE JEDZIE@!!!!! Normalnie cala zaczelam się trząść jak usłyszałam charakterystyczny dźwięk odpalania jego auta.

Na zgaszonych światłach wyjechałam z uliczki tak żeby mnie nie dojrzal, zawróciłam dalej i jak wyjechal z ulicy to pomknęłam za nim. I cholera pędził chyba stówą! Z moim dyuszącym się autem ledwo ledwo nadązałam. A do tego ta telepatka, nerwy ale...pojechal na to psie pole.. 

Wiec do niej. Nie wiedziałam co robic. Zgubiłam go na osiedlu w koncu... Chciałam napisac z mojej komorki : „zycze milego rżniecia w dupe a nasz związek uważam za zakończony ...” ale się powstrzymałam. Pomyslałam ze pewnie dlugo się będą zabawiac. I może zdaze dojechac do domu, zobaczyc czy przypadkiem nie zapisal mój programik jej dokładnego adresu i wroce i poczekam ii powiem to jak będzie wychodził...ale szkoda mi było czasu, jeszcze się pokręciłam po tym cholernym psim polu ale to tak jak szukanie igly w stogu siana.

I DURNA IDIOTKA NIE POWSTRZYMALAM SIĘ przed wyslaniem do niej smsa, z tego numeru nowego najpierw „to jak, fgdzie cie można spotkac zlotko” na to odpisala ze to jaks pomylka...a ja na to smsa: „ no jak.to nie spotykasz się na psiaku na rzniecie na dwa w jednym?” ona na to „ to pomylka sprawdz numer”
Wiec napisałam „a co może nie masz tego i tego?”

I mnie kurwa poniosło! W miedzy czasie dojechałam do domu i.......patrze....jest. Auto jest z powrotem. Jeszcze parowalo. Wiec niecała minute temu musiał przyjechac. Najpierw pomyślałam ze może jeszcze było go stac na to żeby przywieźć ja do siebie i tam przerznąć...TO BYŁO BY JUŻ SZCZYTEM BEZCZELNOSCI!

Wiec chwile się pozastanawialam i jeszcze chciałam napisac do niej smsa „ nie uwazasz ze mieszkanie wymaga remontu?Tylko uwazaj skarbie na łozko, bo penwie jeszcze mokre od moich soków, bo o 17tej on miał ostatnia okazje na to żeby mnie przerżnąć...” ale smsa nie wyslano bo konto się skończyło.

No to po chwili zastanowienie, wyszlam z auta, cicho je zamknęłam i postanowiłam po cichutku wejsc na ogrod i spróbować zajrzec przez okno. No ale to wysoki parter wiec troche ciezko, a pyzatym nie było słychać glosów, i było widac tylko jego cien na scianie i jeszcze kot przylazł i zwalił jakis kamyczek wiec...z walącym sercem uciekłam przez furtkę.

Wsiadłam do auta. I patrze na moja komorke a tam dwa nieodebrane polaczenia.
Od niego. ( a ja już od 21 udawalam ze spie) Wiec zadzwoniłam „sennym glosem” a on no czemu nie odbiersz?
Wiec ja na to ze spie kochanie..itd

A ty trach....:
„a już miałem zadzwonic na ten drugi numer...”

I MYK.zaczelo się. Zapytałam :
„co już zadzwonila się poskarżyć?”
A on oczyyywisscie co było do przewidzenia: NO PRZECIEZ OD POCZATKY WIEDZIALEM ZE TO TY! Ze tez Vi nie wstyd takie rzeczy do mnie wypisywac w smsach! Tak podpuszczac itd. Itd.

Na to ja ze przeciecz takie rzeczy o pieprzeniu się itd. To dla niego normalka bo caly czas takiego jezyka uzywa namawiając laski na czacie na spotkania. I ze wiem ze był na psim polu i ze.....

Zatkalo go na chwile ze wiem o psim polu, nie wierzyl ze za nim jechałam i oczywiście wypiera się wszytkich rozmow, i stwierdzil ze zawsze był wobec mnie fair itd. Itd.

Az mi się karta skończyła.Wiec zaplakana pojechałam na stacje kupiłam karte fajki 4 piwa i pojechałam do biura.

Acha a wczesniej napisałam smsa do kolegi od projektu czy przypadkiem ze swoim kolega nie będą siedzieć i pisac dzis w nocy w biurze, bo mam pewna sprawe i w związku z tym po załatwieniu tego będę musiala gdzies się przespac przed zajeciami.A na to on napisal mi ze:
„Nie nie piszemy,ale jak chcesz to możemy się spotkac na mel co nieco potem w biurze,Buzka”

W pierwszej chwili pomyślałam sobie „no to fajnie” ale odpisałam
„och ty świntuszku.No dobra zobaczymy ale pikojakies moznaby zorganizowac tylko najpierw musze zorganoizowac to co mam do załatwienia”


Ale jadac do biura mialam nadzieje ze go nie będzie i ze nie przyjdzie bo nawet nie mam ochoty.ani wczoraj ani dzisja ani jutro.Powiem po prostu ze nie mogę się tak kurwcie...ze dla nie go to nic a ja potem cierpie a pyzatym nie chce się skurwic pomimo faktu ze bardzo go lubie itd i już.


Wiec weszłam do biura,parkując tak żeby nie było widac ze jestem ( z reszta tak jak teraz) i otworzyłam piwko włączyłam muzyke i zaczelam plakac....

I mój zadzwonil, ale nie odebrałam....Potem po godzinie uzupełniłam konto i zadzwoniłam. A on wczesniej napisal smsa:

„ jak nie kijem go to pała tak? Wiesz jak ja się teraz czuję???”

No i standard. Jak zawsze zrobilo mi się tak przykro ze rozmawiając znim nawet nie mogłam wydusic slowa.Mowil ze szukam pretekstu żeby z nim zerwac, bo się pewnie nie wiem jak wuplątac itd. I mowil ze dla mnie to 3 lata stracone i zmarnowane a dla niego nie..itd itd.

I w rezultacie tak zapragnęłam przytulic się do niego i wypłakać...i może w koncu pogadac.Wyrzucic z siebie to ze się boje co będzie dalej.Ze kocham go potwornie, ale nie widze przyszłości razem.....

Ze wsiadlam w auto i pojechałam do niego, pojechałam do domu. Bo kurwa oprocz rodzciicow to nawet nie ma gdzie się podziac....

I jak dojechałam, całą drog ę rycząc....To zapukałam dwa razy, a on biedny gral sobie w gierke komputerową – słychać nbylo muzykę...

I otworzył ( mam klucz ale jakos tak głupio mi było..)

I od razu przytulił, troskliwym głosem mowiać..
„ojej ..Myycho, gdzie ty bylas??cala jestes przemarznieta..zaplakana..kochanie uspokoj się malenka..no już już..


A ja ruczałam mu w ramionach jak debil...I potem bez zadnego seksu, ani nic ani slowa na temat wiadomy...zasnelismyy przytuleni...


I kurwa co dalej?CO DALEJ? CO DALEJ??


Kurwa!!! Co dalej??? ZARAZ JADE DO DOMU ALE NAPRAWDE NIE WIEM CO DALEJ.

No co wiadomo ze rano jak wyjdzie do pracyy to przswoitele o czym caly dzien sobie pisal.Oczym pisał z nia..


Ale co dalej??jak mam to wszystko rozwiązac...


KUUUUUUUUUUUUUUUUUURRRRRRRWA!!!!!!!!!!!!!!!!!no nie potrafie sobie z tym poradzic.

Wszyscy wtajemniczeni troche ( kilka osob zaledwie) mowia żebym od razu dala sobie spokoj.bez takich podchodów itd...ale jak widac nie jest to takie proste.

Bo jakby naprawde złapać go na goracym uczynku......na wlasne oczy bym zobaczyla..i on by widział ze zobaczyłam..

To po pierwsze już nie miał by argumentów do wciskania mi kitu i mydlenia oczu

A po drugie nawet jeśli by jakies znalazł, to ja byłabym taka wsciekła i rozzalona ze serce już by mi nie zmiękło na myśl o NIM...i w koncu mogłabym zacząc układac Zycie sobie od nowa..albo chcoiaz czekac Az się poukłada ale z kims w normalnym wieku...



2006-10-19 gdyby to wszystko mogło byc prostrze...
No właśnie... gdyby to było takie proste jak sie wydaje w chwili kiedy przepełnia człowieka apogeum rozczarowania, żalu oraz złości na samego siebie...

A potem nagle ta złośc przekształca się w rozdzierający smutek.....w przeraźliwy krzyk rozpaczy i tęsknoty za czymś co jest tak blisko a zarazem tak daleko.
To tak jakby ktoś uwielbiał ciastka...i by miał cały czas takie ciastko tuz obok ale nawet nie mógł go dotknać, polizać, powąchać...Bo ciastko otacza kuloodporna szyba której w żaden sposób nie da się zbić. A byłoby to np ostatnie ciastko na świecie i dana osoba byłaby tak samolubna ze z nikim nie chciałaby się dzielić tym ciastkiem tylko zachować je dla siebie...
A jednak razem z ciastkiem w tej przestrzeni za szybą jest zamknieta mucha. Wstrętna mucha która choć i tak jej obojetne czy to ciastko czy kupa, to wcina to ciastko po kawałku. Nie rozkoszujac się każdym kąskiem tylko poprostu tak od niechcenia. Jest to jest - nie ma wyboru - trzeba je zeżreć, i nasrać na nie i tez to zjeść. 
Kurwa! Juz zaczyna mi powoli odbijac! Ale postaram się załadować to wszystko co mnie tak rozpiera i rozwala od srodka w wysiłek fizyczny...i...
i co z tego bede miala? Pewnie jak już bede zajebista laska to trafię na jakiegoś skurwiela, który po chwili się mną znudzi i bedzie zaliczał inne panienki - może równie zgrabne ale inne...
Tak własnie widze podejscie facetów do zycia, "miłosci" , bycia w związku.
 "Pan od projektu" twierdzi to coprawda o kobietach...ciekawe tylko czy zdaje sobie sprawę ze to co mówi ( no raz powiedział ) , to zupełnie przeczy temu co robi. Bo gdyby był TAAAAKI romantyczny to po pierwsze nie zdradziłby zony... a po drugie, jesli juz by się takiego świństwa dopuścił...to o ile osoba od pierdolenia oprocz przyjemnosci emanowała by ciepłem i miłoscią...to pomimo wszelkich przeciwieństw jakie stoja na drodze....cieszyłby sie każdą chwilą jaką  jest im dane spędzic razem.... potrzebowałby jej dotyku...spojrzenia zapachu...
A nie TAKIE COŚ. 
:o(

Kuuurde...no ja naprawdę nie chę się dobijać i dołować ale poprostu nie moge, nie mogę nie mogę jakoś sobie z tym poradzić. A on pewnie jest przerażony bo powstała trochę niewygodna dla niego sytuacja. Bo skoro mu sie odwidziała "panienka z sąsiedztwa która i tak głupia dalej na niego dyskretnie leci" (haha - idiotka...) to jest problem. Bo w innym przypadku zmieniłby numer, albo poprostu nie odbierał...ona by sie zwijała w konwulsjach nie wiedząc co sie dzieje i jak go odnaleźć ...a tak to... HAHA MA PECHA - bo wszystko powierzchownie musi dla innych wygladać tak jakby wogóle TOTALNIE nic sie nie stało, nic sie nie działo...
Tylko nie rozumiem dlaczego jak jestesmy sam na sam to w kółko wysyła takie dziwne sprzeczne sygnały... NIe wiem nie wiem - i sie pewnie nie dowiem chyba ze go jakimś cudem uchleje i to z niego wyciągne i wyciągnę z Niego wszystko co bym chciała wiedziec. I  W KONCU MOZE WYPARUJE MI TO CAŁE WARIACTWO Z GŁOWY.

Grrrr! Niech ON juz skonczy ten swój nowy projekt z kumplem. Od 2 miechów nad tym siedzą ale hihi do konca X muszą oddac...a potem byl plan ze zrobiby "naszą" ofertę i.... moze wtedy bedzie okazja pogadać.

Kurde! co nagle to po diable! Czemu tak panikuję!? Przeciez narazie nie ma planów zebyśmy zmieniali lokal...ani on sie nie ma zamiaru przeprowadzać.... więc poprostu cichutko w kaciku nalezałoby poczekać na rozwój sytuaci...

a moze zanim sytuacja się rozwinie to ja w koncu odejdę od mojego....i moze poznam kogos fajnego kto zupełnie wywietrzy mi z głowy a przede wszystkim z serca..."Pana od projektu.."

A w czasie kiedy wszystko sie powoli bedzie klarowało ja poprostu skupię sie na pracy, nauce i wysmuklaniu swojego smuklejszego o tyyyyle kilosów ciałka...i.....znowu bedzie lato....i zapach lata przywieje wspomnienia........

A MOŻE NIE PRZYWIEJE...moze je własnie zdmuchnie w odchłań czasu.. kto wie? 
Więc czas najwyższy wziąć sie w garsc i olac sprawę. 

Haha ja to na prawde musze byc stuknieta! OD KIEDY JA TO MÓWIĘ??? 
-olać sprawe
-zdystansować sie
-nie myslec
-nie tesknic
-nie to nie tamto a dalej jak głupia wesz to robię!!!!!

Miało nie byc sluchania celiny a co teraz robie? czekam az moj wroci z pracy...i pewnie niestety mnie znowu czyms zirytuje, i potem bedzie mi przykro ze ja go zirytowałam swoim zachowaniem....i bedzie mi przykro...i siedze i pisze tu glupoty zamiast sie puczyc lub popracowac nad firmowym projektem....I SLUCHAM TEJ CELINY..

Choc nawetJemu...( od projektu) dzis mowiłam ze sobie repertuar w acie zmieniłam z celiny itd ( naszej celiny) na cos bardziej...bardziej szybszego - TYLKO ZE NIE DODAŁAM OCZYWISCIE ZE TO WSZYSTKO PO TO ZEBY O NIM NIE MYSLEC...zeby zapomniec...zeby nie tesknic...zeby nie bolało....

Nieee..taka to mocna w praktyce nie jestem jak tutaj " w gębie". Tez na trzeźwo tego Mu nie powiem...ale jesli wogole to zrobie to face to face a nie mailem czy smsem..( a nawiasem mówiac dalej na maila i wiersz nie odpisał...)Ciekawe czy dlatego ze nie chce bo sie jerdnak wystraszył...czy dlatego ze nie wie co dopisac bo....się wystraszył czy czy czy czy///??? dupa
gówno kupa

czy co? czy cie moze kocha naiwna idiotko i chce ci to powiedziec na ucho

2006-10-19 radość...rozczarowanie...a na koniec totalna "olewka"....
NO i dupa....


Wychodziło mi tylko jak Go nie było...Miał wrócić dopiero jutro , ale wczoraj tak sobie siedze siedze i siedze w pracy, coś tam bazgram w notesie a tu „MYYYYK” – proszę bardzo – i KTO wchodzi z walizką??

ON!

We własnej osobie...myślałam ze normalnie mnie rozerwie ze szczęścia a serce to waliło mi szybciej niż podczas biegu na siłowni ( na którą niedawno zaczęłam 3 razy w tyg uczęszczać :o) )


NO i oczywiście to wszystko... Tzn i tak jestem nieco bardziej zdystansowana niż byłam. Ale znowu się zaczęło...takie wewnętrzne wyczekiwanie az Go zobaczę... I oczywiście pieprzone motylki w brzuchu... ale „na szczęście” jest tak niesamowicie obojętny i bez wyrazu prawie w stosunku do mnie ( zupełnie tak jakby nic kompletnie nigdy miedzy nami nie było...) że motylki od razu po Jego wyjsciu padają zmiażdżone ciężarem mojego serca...

Haha! NO A NIBY CO WŁASCIWIE MIEDZY NAMI BYŁO? No nic – patrząc na sprawę oczami „obiektywnymi” to NIC – oprocz pustego rżnięcia!!!!!

A patrząc moimi – TO JUŻ NIE WAŻNE....


Skoro jestem taka popierniczona – to mam teraz nagrodę. I przede wszystkim nauczkę na przyszłość. No oczywiście nie licząc ziarenek flustracji, rozczarowania, rozżalenia, poczucia braku Jego obecności, dotyku, zapachu itd. Itd. I takie tam pierdoły.


Trzeba iść do przodu i mieć wszystko w dupie. Mam nadzieję że to wszystko co czuję.... Ta ogromna potrzeba bycia ... z nim ( HAHA ALE JA JESTEM GŁUPIA!!!)
No ale w każdym bądź razie mam nadzieję ze wyparuje ze mnie totalnie...no a może wytopi się w postaci toksyn podczas intensywnych ćwiczeń które wykonuję w fitnessclubie w celu dopracowania figury do perfekcji..

Mam więc nadziję ze wyparuje na tyle...że jak się pojawi okazja... albo KSIĘCIUNIOWI przyjdzie ochota na moją kształtną dupeczkę ( wybiegam już daleko w przyszłość oczywiście...)

...to wtedy będę miała wszystko tak totalnie własnie w tej dupeczce , że tylko obejdzie się smakiem.

I jakbym własnie tak się zachowała to BYŁABYM Z SIEBIE NAPRAWDĘ DUMNA!

Bo wiecie...( o ile w ogóle ktokolwiek to czyta..) Kiedyś... jak mialam... no może jak byłam taką starszą nastolatką to jakoś tak idiotycznie myślałam ze jak da się facetowi dupy to on już z taką laską zostanie... ale z biegiem czasu doszłam do wniosku ze raczej facet zostanie dłużej z dziewczyną jak zobaczy ze ona „OT TAK „ się nie puszcza, tylko będzie musiał trochę powalczyć żeby go tam wpuściła.

NO już może nie przyglądajmy się temu co teraz myślę o sprawie. Bo poleciałoby zbyt wiele przekleństw na ten temat. BO to co widze, to co się dzieje dookoła to po prostu istna PARANOJA!

Każdy każdego zdradza, wszyscy się pieprzą, można sobie wyrwać kogos na szybki numerek „bez zobowiązan” np. z Internetu – więc...pozostawmy tą kwestię na razie w spokoju.

I wracając do sedna – byłabym z siebie dumna – bo wtedy poczułabym w koncu ze jestem coś warta. A nie takie szmacenie się wiecznie.
NO tak,tak – SZMACENIE... bo kto się pierdoli tyle razy z żonatym facetem, który mieszka tuż obok i wogole znam jego rodzine, zone dziecko – i chwilamki czuję się jak ostatnia szmata i kurwa.

Ale dobrze mi tak!!!!!!!! I będąc osobą zachowującą się zawsze FAIR wobec innych i humanitarną i w ogóle... CIESZĘ SIĘ ZE TERAZ MNIE BOLI SERCE I DUSZA! Zasłużyłam sobie na to! Trzeba było myśleć głową a nie... CZYMŚ INNYM!!!

Więc teraz WALĘ SPRAWĘ i.......zajmę się tylko i wyłącznie sobą i tym żeby w końcu uzyskać wymarzoną figurę! Skoro udało mi się zrzucić 30 kilosów!!!! ( z resztą to jego zasługa – choć absolutnie nic nie sugerował ani nic w tym stylu, lecz po prostu zapragnęłam być taka sexy żeby PRAGNĄŁ TYLKO MNIE) To jeszcze spokojnie uda mi się zrzucić następne 15 i przy pomocy sumiennie wykonywanych cwiczeń i pływania doprowadzić do tego ze chociaż ze swojego wyglądu będę zadowolona. ( BO NAD WNĘTRZEM TO Z TEGO CO WIDAĆ MUSZĘ POPRACOWAĆ INTENSYWNIEJ – I ZAJMIE TO Z PEWNOŚCIĄ WIĘCEJ CZASU)

A ON...? Po pierwsze – nie będę słuchać zadnej popapranej celine dion ani whithney ani nic takiego – tylko muzykę disco – OK. co prawda też można się wkręcić i zdołować – ale taka muzyka bardziej mnie motywuje i buntuje niż rozżala. MOwię np o jakiś mieszankach i remixach.

I to puszczanych w aucie tak głosno żeby nie słyszeć własnych myśli – choć w tych chwilach.


A co z moim facetem? KURWA NIE WIEM! Ale ostatnio zaczyna się chrzanic wszystko i w ogóle zaczyna mnie strasznie irytować... Już nie mówiąc o czatach, komputerach, smsach, kłamstwach na których ostatnio Go złapałam i zdemaskowałam delikatnie i niewinnie – ale z takim efektem ze tak się „zakłopotał” ze Az się ZBURACZYŁ i ŁZY mu napłynęły dom oczu. Haha znam to uczucie – i dobrze mu tak! Ale teraz nie chce mi się o tym pisac bo czas się zbierac..

Więc do następnego. I trzymajcie kciuki żebym znowu nie namieszała sobie i żebym nie poddała się naiwnie uczuciom które żywię do Kogoś kto ma mnie TOTALNIE W DUPIE....
2006-10-09 help help....... bo ja sama nie potrafię sobie pomóc...
Grunt to tylko przezyć te straszne 10 dni, te dni kiedy wszystko będzie puste i bezbarwne...Te dni gdy Jego tu nie będzie. A potem będziemy uczyć się pokory wobec tego cholernego życia, które na każdym kroku zaskakuje. I nie zawsze są to miłe niespodzianki...chociaż z początku mogą się takie wydawać to skutki jakie z nich wynikają...nie są już takie miłe...

Cholera! Czy ja muszę być taka popierdolona? Czy nie mogę po prostu walić sprawy i mieć wszystkiego w dupie? Czy muszę tęsknić, opędzać się od myśli...próbować nie czuć tego co czuję... Czy kiedykolwiek nadejdzie ten czas ze nie będę zmuszona do takiej walki sama z sobą?

Tak bardzo bym chciała, być taka jakie według Niego są kobiety... Bezuczuciowe , nieromantyczne itd.

I to zamiast mnie do Niego zniechęcić tylko jeszcze bardziej mnie rozpala i rozkręca... Ponieważ wiedząc jaki On jest gdy nie pozuje na pozbawionego ciepła zwykłego samca... Przykro mi że nie doznał najwyraźniej tego ciepła, czułości i miłości....które tak bardzo chciałabym Mu dać.

ALE NIE MOGĘ.... chociażby dlatego ze, tak strasznie odgradza się murem obojętności...że brakuje mi odwagi na to żeby podejść bliżej...
A cieplo które mnie przepełnia jest tak silne, że z kolei nie pozwala mi na odwrót...

I tak zawieszona w pół kroku tkwię i cierpię męki. Gryząc się wciąż i probując dojść z tym wszystkim do ładu. Dojść do ładu ze swoimi uczuciami.... poukładać jakoś w końcu swoje życie. Ale jak do cholery mogę tego dokonać jeśli płonie we mnie coś czego w żaden sposób nie mogę ugasić! A gdyby jasno dał mi do zrozumienia że...WIADOMO CO – to może w końcu bym przejrzała na oczy a ugaszony gwałtownie ogień zgasłby na zawsze. Ale przecież Go o to nie poproszę...

Ale naprawdę już nie wiem co byłoby lepsze..i mniej bolesne. NIE WIEM NIE WIEM NIE WIEM..... Tak czy tak to będzie żle i będzie bolało.

WCHRZANIŁAM SIĘ JAK DEBIL!!!! JAK ZWYKLE!

...tylko ze tym razem jakos tak wyjątkowo boli....i przede wszystkim długo trzyma.

I nie wiem co z tym zrobić. A z nikim, totalnie z nikim nie mam możliwości o tym porozmawiać...

NO JEST JEDNA OSOBA- WIADOMO. ALE Z NIM NA TEN TEMAT NIE BĘDĘ ROZMAWIAĆ – Z WIADOMYCH WZGLĘDÓW – chociażby dlatego ze obiektywnie nie podszedłby do sprawy.
A POZATYM BEZ SENSU!!!! To już prościej byłoby zapytać wprost..

Ale sęk w tym ze chyba wolę nie wiedzieć.. bo przypuszczam jaka byłaby odpowiedź.. więć może przez te 10 dni dojdę do wniosku ze nie ma sensu tak się katować i odpuszczę....

CHOĆ WIEM ZE PO JEGO POWROCIE ... wystarczy jedna chwila i wszystko wróci. I dupa!!!!!!!!


Taka bezradność strasznie pali...pali tak jakby otwarta rana zasypana solą...
2006-10-09 marny poniedzialek...
Straszne jest to ze tak nie moge sobie dać rady z tym wszystkim....

Poprostu czuję taki rozdzierający bół bezradności, niepewnosci i wogóle...
CHOLERA! Gdybym tylko wiedziala o co chodzi. O co Jemu chodzi!
To gdybym wiedziała jakie On ma podejscie i czy wogóle cokolwiek czuje i ..wogóle....
To wszystko by prościej sie poukładało.

Bo gdybym wiedziała ze ma mnie w dupie to już bym sobie tak sprawę dobitnie wybiła z głowy ze potrafoiłabym nie myśleć o nim i cieszyć się każdym dniem bez względu na to czy łaskawie wpadnie zamienić parę słów czy też nie. I miałabym Go tak samo w dupie jak on ma mnie.

A tak jak jest teraz - TO PO PROSTU ISTNY DOM WARIATÓW! Tak jak juz pisałam...raz wygląda na to ze mu zależy(choc w jakims szczątkowym stopniu)  itd itd a raz poprostu tak totalnie olewa sprawe i jest taki bez wyrazu ze nie pozostaje nic innego jak tylko rwać sobie włosy z głowy!!
I w gruncie rzeczy to chyba więcej rzeczy przemawia za tym ze ma mnie w dupie.
Nie pisze maili, nie stara sie doprowadzic do spotkania, nie zdobywa sie na jakąkolwiek czułość - tylko raz na jakis bardzo długi czas....nie napisał maila - a obiecał itd itd

Ale najbardziej wkurzające jest to , że gdy już przemyślę sprawę i aż kipi we mnie wsciekłość ze mogłam byc taka głupia...I dopuścic do tgo ze czuję w chwili obecnej to co czuję. To on wtedy jak przychodzi albo pisze...to mówi i robi takie rzeczy ze wszystko we mnie topnieje..NIe są to jakieś "Bóg wie jakie rzeczy" ale jednak...nawet tak logicznie myśląca osoba jak ja DAJE SIE CHOLERA NABRAĆ!!! I wszystko zaczyna się od nowa...a na tym cierpiąwszyscy z mojego otoczenia. Bo jak łapię przysłowiowego doła to jestem smutna i własciwie niezbyt sympatyczna. :o)
Cały czas sobie tłumaczę..ze co z tego ze teraz wyjeżdza na 10dni..przecież potem wróci i będzie tu..I usiądziemy do projektu znowu...ale co z tego???
NASTĘPNY KANAŁ!!! I ja znowy się wkręcę i moje serce znowu będzie szaleć...a on dalej bedzie mial wszystko w dupie. I może nawet bedzie myśłał ze ma do czynienia z puszczalską kurwą.
Boze jakie to wszystko jest totalnie bez sensu! straszne!
2006-10-06 tak sobie mysle...
Tak sobie myślę....

Ze skoro tyle czuję...i wogóle...tak mi na Nim zależy...

TO MOZE POWINNAM SIĘ WYCOFAĆ?

I...wtedy by chociaż u Niego wszystko wróciło do normy..a ja JAKOŚ sobie poradze...
I (jeżeli wogóle on ma jakikolwiek problem z tym ze jestem..bo mowil ze wszystkie problemy mu sie nagromadzily.I RODZINNE, i w pracy, i z kasą itditd)Więc jeśli poniekąd jestem jakąś posrednia przyczyną tych problemów rodzinnych...to lepiej by bylo dać mu spokój i jak nie bede wzdychać do niego to jakos inaczej podejdzie do żony np. i zacznie się z nią dogadywać moze...i będzie szczęśliwy i spokojny...

Poprostu chciałabym zeby czuł się pewnie i bezpiecznie, i...właśnie zeby był szczęśliwy. Nawet jesli kosztem tego mialoby byc moje cierpienie....


hMM...          TAK-----> JA POPROSTU JUZ CHYBA TOTALNIE ZWARIOWAŁAM...
2006-10-06
hehe i ogólnie rzecz biorąc jak zwykle bez sensu.

Najgorsze jest tylko to ze Jego tak strasznie cię zko  rozgryźć...zrozumieć...
I wciąż wysyła sprzeczne sygnały. I naprawdę ciężko dojsc do tego o co naprawdę chodzi i wogole jakie ma podejscie do sprawy. Na każdym kroku zaprzecza poprzedniemu. 

I BĄDŹ TU MĄDRY.
 
Hmm.. trzeba zapalić. Nie ma co. A co z tym drugim, tzn z tym  pierwszym-głównym to nawet nie pytajcie! Świnia taka ze az boli!!! Coraz to lepsze numery odkrywam - ale tak po kropelce po kropelce...az w koncu przeleje się kielich i....BUUUCH! 

I w koncu bez wahania i bez wyrzutów sumienia odejdę i bede miała święty spokój od tejj sprawy. Dojrzewam własnie do decyzji i wniosku ze w gruncie rzeczy to moze faktycznie dobrze mi zrobi jakis czas pobycia sama.

Tzn napewno bede cos tam kombinowac ale...narazie.... o ile wogole bedą realni chętni - to postaram sie nie popełnic blędu na wstępie i.... poczekać cierpliwie az naprawdę poczuję coś wyjątkowego. Tylko mam nadzieje ze nie skonczy to się tak ze:
- albo zerwę z nim a z nikim nie bede miala ochoty sie spotykać bo wciąż bede robila cielece oczy do tego od projektu który notabene ma mnie raczej w dupie...
-albo tak ostro bede czekać az cos poczuje wyjątkowego ze wogole nie poczuje...
-albo nawaze sobie piwska nastepnego np próbując poczuc cos do  któregos z pieciu czy siedmiu kolesi z którymi bede hahahaha ( ale zeby to nastapiło to musiałabym byc naprawde ekstra laską zeby miec takie powodzenie.
hahaha a duuuzo mi do tego brakuje. No chociaz większosc juz mnie błaga zebym wiecej nie chudła..ale ja wiem lepiej i jakbym napisała ile waze to KAŻDY by mi przyklasnął ( o ile wogole ktokolwiek czyta te moje wypociny ) paPA
2006-10-06
Kurwa kurwa kurwa - a sa też takie chwile jak ta , przed chwilą..

że przyszedł i... wcale nic takiego fajnego nie czułąm, ani nie widziałam i ogólnie to totalna olewka, i jeszce na debila wyszłąm jak zwykle zresztą, bo sobie właczyłam celine dion i.... troche głosno - a on wie ze celine dion mi się kojarzy...z Nim.

Aaaa...i jeszcze jedna wtopa - nie wiem jak do tego doszło ale wysłąłam mu wiersz któy napisałam. Ale to było tak ze najpier on wysłał mi taki tekst... i powiedział ze moge go uzupełnic.. a ogolnie w klimacie filozoficzno-romantyczno coś tam coś tam, ale wnioski rózne z niego mozna powyciągać.

a na drugi dzien....przyznałąm ze cos mam, jakis czas temu napisane i....zapytał czy mu podeslę..więc od wyjscia z pracy do ok 23 zastannawiałam sie czy faktycznie wysłac czy tez nie... a jak juz zdecydowałaam ze tak, to chyba ze dwie godziny jeszcze sie zastanawiałam nad wcisnięciem guzika "wyślij" no ale w koncu wysłałam. I bałam sie ze albo pomysli ze zwariowałam, albo sie spłoszy, wystraszy i wogole przestanie przychodzic...i... własciwie to nic sie nie zmieniło - oprocz tego ze mnie troche głupio.

Bo wiecie...jak ktos kto zwykle nie pisze wierszy nagle wywala takie cos ( nie bede tu załączać bo moze okaże sie ze to jakiś hicior :) ) no to inteligentnej osobie od razu nasunie sie wniosek ze ten wierszokleta jest albo zakochany albo nienormalny. haha No chyba ze ktos jest nienormalny a do tego jeszcze sie zakocha  w oczywiscie nieodpowiedniej osobie to...  mamy efekty.
2006-10-06
Kurwa kurwa kurwa - a sa też takie chwile jak ta , przed chwilą..

że przyszedł i... wcale nic takiego fajnego nie czułąm, ani nie widziałam i ogólnie to totalna olewka, i jeszce na debila wyszłąm jak zwykle zresztą, bo sobie właczyłam celine dion i.... troche głosno - a on wie ze celine dion mi się kojarzy...z Nim.

Aaaa...i jeszcze jedna wtopa - nie wiem jak do tego doszło ale wysłąłam mu wiersz któy napisałam. Ale to było tak ze najpier on wysłał mi taki tekst... i powiedział ze moge go uzupełnic.. a ogolnie w klimacie filozoficzno-romantyczno coś tam coś tam, ale wnioski rózne z niego mozna powyciągać.

a na drugi dzien....przyznałąm ze cos mam, jakis czas temu napisane i....zapytał czy mu podeslę..więc od wyjscia z pracy do ok 23 zastannawiałam sie czy faktycznie wysłac czy tez nie... a jak juz zdecydowałaam ze tak, to chyba ze dwie godziny jeszcze sie zastanawiałam nad wcisnięciem guzika "wyślij" no ale w koncu wysłałam. I bałam sie ze albo pomysli ze zwariowałam, albo sie spłoszy, wystraszy i wogole przestanie przychodzic...i... własciwie to nic sie nie zmieniło - oprocz tego ze mnie troche głupio.

Bo wiecie...jak ktos kto zwykle nie pisze wierszy nagle wywala takie cos ( nie bede tu załączać bo moze okaże sie ze to jakiś hicior :) ) no to inteligentnej osobie od razu nasunie sie wniosek ze ten wierszokleta jest albo zakochany albo nienormalny. haha No chyba ze ktos jest nienormalny a do tego jeszcze sie zakocha  w oczywiscie nieodpowiedniej osobie to...  mamy efekty.
2006-10-06 piątek 6.10 17:07
No i dupa...zamiast być coraz lepiej jest coraz gorzej...

Tzn zależy od której strony patrzeć na sprawę. Wszystko wygląda tak jakby zaczęło w jakiś sposób mu zależeć..a ja głupia - choć i tak ocywiście wiem ze to do niczego nie prowadzi..popadam z jednej skrajnosci uczuciowo psychicznej w drugą.

Są chwile że jestem wściekła ze on nie ma czasu...ze nie przychodzi...ze nie mamy zbyt często choć dłuższej chwili dla siebie. ( No nie chodzi o seks..tylko poprostu o to tzw "bycie razem,spędzanie czas..nawet jesli by to miala byc chwila spędzona razem w ciszy..a ja tak bardzo tego potrzebuję..jego obecnosci, zapachu, świadomosci ze jest obok mnie...)

A są też chwile...które trwają dłużej - gdy przyjdzie, i nawet jesli spotkanie trwa niecałe 5 minut to jest tyle rzeczy... tyle nowych rzeczy i gestów i spojrzeń że.....aż mi się chce
2006-09-14
a jak mnie wkurza to ze nie moge odejsc od tego swojego faceta!! Cholera!
Poprostu nie moge sie na to zdobyć. Nie wiem.. Moze boję sie tego ze bedzie mi zbyt cięzko samej.. Moze ze Go zranię.. Nie wiem - nie rozumiem tego!

pomimo tego ze jak...czasami tak mu się przypatrezę to faktycznie widzę ze....cholera jest duzo za duzo starszy odemnie i coraz bardziej zaczynam to widziec ( no nie wiem..moze inni już wczesniej to widzieli )  To nie mogę...

I nawet... czując to co czuję do innego... I wiedząc ze to wciąz się rozwija i potęguje... To dalej nie mogę.
Ale sęk pewnie tkwi w tym , że wiem ze być razem - nigdy nie będziemy. I... moze gdyby bylo inaczej to wtedy cięcia wiadomego bym dokonała.


A tak naprawdę...to nawet z Tym od Projektu nie mogę pogadac o tym wszystkim..ani się rozkleic jak...mam taką pottrzebę... A taaaaaakie piosenki mi wczoraj pisczcał - no ale jak wiadomo - NIC NIE WIEM NA TEMAT TAKI CZY PUSZCZA Ł JE PO TO ZEBY MNIE PODRĘCZYĆ. cZY POPROSTU PODOBAJĄ MU SIĘ. CZY TEZ ROZMYSLA I SIE ZASTANAWIA SLUCHAJĄC ICH.TYLKO JESZCZE PYTANIE CZY O MNIE CZY...O KIMS INNYM. 

I gówno. i w tym własnie sęk- ze jakiegokolwiek ruchu boję sie zrobić zeby Go nie wypłoszyć. Wolę zeby nie wiedział ile rzeczy się we mnie gotuje. Bo po co...? I tak do niczego by to nie prowadzilo. A tak to przynajmniej on ma od czasu do czasu rżnięcie z innym niż w domu materiałem - a ja...............................................

hmm... co ja z tego mam???


NO napewno popierdolone motylki w brzuchu.


i.... spadek wagi...........                                no nie wliczając nie przespanych nocy, wypalonych fajek, przerobionych myśli, milionów łez które wciskam w najgłebsze zakamarki moich kanałów łzowych bo NIE BEDE PŁAKAĆ. Nie pozwole na to zebym płakała przez Niego. Bo mussę pamięta ć ze ... to facet! 

A postanowiłam ze nie dam się zranić nikomu. I z tej okazji nie bede płakać!!!!! Nawet wtedy kiedy taką mam ochotę. Ale jak już wiadomo i tak niewiadomo ile łez przelanych i tak nic by nie zmieniło więc prędzej czy później otrząsnę się z tego i... nie będzie już mi tak smutno i przykro.

I będe się smiała z tych wszystkich piosenek przy których tak ostro hamowałam napływające do oczu łzy.

WIEM ZE KIEDYS BĘDĘ SIĘ SMIAŁA ZE BYŁAM TAKA GŁUPIA W OBECNYM MOMENCIE.
2006-09-14 2 dni przed urodzinami.... 23cimi grrr
Boże...

Straszne straszne... po prostu duszę się w tym wszystkim. Nie mogę wytrzymać sama ze sobą bo myśli moje zadręczają mnie tak strasznie że aż... Odechciewa się wszystkiego.

Zadręcza mnie fakt tego wszystkiego co czuję.Co czuję do NIEGO...
Bo wiem , że nie powinnam tego czuć. A jednak – choć dalej staram się sama sobie się do tego nie przyznawać to... tak strasznie za Nim tęsknię i.. tak mi Go brakuje.

Taki typowy, popierdolony przykład z gazety. „On ma ją w dupie, a nawet jeśli mu zależy to i tak nie dopuści do tego żeby się dowiedziała, bo on już życie ma ułożone.A ona tęskni, szlocha, kocha.... i nie może pogodzić się z faktem ze nigdy nie będą mogli być razem. I wiedziała od początku, ze tak to się skonczy, ale pomimo tego i tak... zaangażowała się i teraz cierpi... – ale w gruncie rzeczy zasłużyła na takie cierpienie. Trzeba było nie wpychać łapek tam gdzie nie trzeba”

A tak wracając do sprawy.. to już to wszystko zaczyna mnie z każdym dniem coraz bardziej przytłaczać. Wszystko. Wszystkie sytuacje których biorę udział.
A zbierając to do przysłowiowej kupy to tak przyciska do ziemi , że aż oddychać nie można.

I najbardziej wkurwia mnie to , że to wszystko to tylko i wyłącznie moja wina!!!Sama sobie naważyłam tego piwska które teraz muszę przełknąć. A zamiast powoli zacząć to wypijać żeby w koncu kufel był pusty i żeby wszystko choć z pozoru wyglądało prościej.... To ja siedze i się wciąż zadręczam.

A jedynym plusem tego mojego popierdolenia jest to ze dalej chudne!!! I przynajmniej jeden problem będzie z głowy – a raczej z ciała.

Oooch! Najchętniej to bym się do bólu uchlała i choć przez chwilę nie myślała o tym wszystkim co siedzi w mojej głowie. Ale w zasadzie to PO CO? Po to żeby się wyhaftować a na drugi dzien mieć problemy z żołądkiem i jeszcze gorsze samopoczucie?!

Wiecie o czym najbardziej marzę? W obecnej chwili, kiedy wszystko wydaje się takie straszne...i takie bolesne i ciężkie przytłaczające itd. Itp... Marzę o tym, że jak potem przyjdzie do mnie na chwilę...Zeby nic nie mowiąc po prostu podszedł ł...przytulił mnie mocno...i potrzymał tak choć chwilę... Nawet nie musiałby nic mówić..np wyszeptać ze on czuje to samo...ale nie możemy itd..

Nic. TOTALNIE NIC. Tylko chwilę poczuć się bezpiecznie w tych pachnących ramionach. Tak pachnących ze Az z rozkoszy robi się niedobrze. I to naprawdę nie śą perfumy..Moze to plyn do plukania, proszek czy cokolwiek....odzywka szampon do wlosów..nie wiem..ale oszałamiający zapach, który pozostaje na wiele godzin tuż obok mnie...

Boże! Ja chyba naprawdę zamiast wyp;pisywać tu takie nie trzymające się kupy pierdoły-może powinnam skorzystac z jakiejs pomocy fachowca.Jakiegos psychologa czy tez psychiatry nie wiem nie wiem już mogole i totalnie co zrobic ze swoją sytuacją.

Tzn – z NIM to po prostu muszę się opamiętać i przestać myśleć, tęsknić, zadręczać się – bo na to wszystko odpowiedz i tak jest jedna i jednoznaczna

A z drugim-tzn z pierwszym ( w październiku będzie 3 lata) to.... jakims cudem muszę dokonać cięcia drastycznego i przerwać ten związek i iść na przód sama. Może kiedyś spotkam jakiegos zasranego ksieciunia z jakiejsc zasranej bajki i nie zamieni się w żabę.

Pieeerdolę! Pierdolę już to wszystko. Muszę jakoś zrobić sobie pranie m mózgu i przejdą mi te rozterki wszystkie. A teraz... czas zabrac się w koncu do nauki bo znowu przez to ze jestem taka powalona trzeba będzie wyrzucić kaśe na nastepne poprawki zaliczenia warunkowe itd. A przeciez jak się zbiorę w sobie to nawet takiego bzdetu jak to co mam do zaliczenia – nauczę się.

Grunt to tylko nie słuchać radia, Celiny i innych tego typu bo naprawde mysli odciągają od nauki a koncentrują na jednym tylko...tylko na jednej osobie

.......



Buuuu!
2006-09-04 :o(
Nie mogę nie mogę....

Ja poprostu tego nie rozumiem...Czy on nie miał czasu..czy nie chciał...czy.. już sama nie wiem.
 Strasznie i niepotrzebnie się wkręciłam... A to co widzę w jego oczach... to mnie poprostu przeraża bo jeszcze bardziej miesza mi w głowie.
  Ma tak niesamowicie maślane oczy.... zamglone i rozmarzone...jak siedzi obok..jak patrzy na mnie.

Alebo ja już naprawdę fiksuję totalnie i mi zaczyna odbijać..i zaczynam widzieć rzeczy, które poprostu chcę widzieć.

Wczoraj..byla niedziela, która spedzałam z mamą i miałam taką straszną ochotę na obejrzenie jakiegoś romantycznego filmu..To pewnie przez tą pogodę. Jesta taka - jak to już wczoraj pisałam przygnębiająca... Tzn np w tej chwili swieci słonce i jest idealnie ale... wczoraj tak nie było i wiem ze wkrótce wszystkie dni tak będą wyglądały - jesień przecież się zbliża wilekimi krokami.

I własnie jak dzis przyszedł... i tak sobie rozmawialiśmy...to powiedziałam mu o tym na co wczoraj miałam ochotę... O filmie o chatce w górach,burzy i pastwiskach... i zaczelismy zartować ze... moznaby cały weekend się pieeer... ( czyt kochac) i ciekawe czy to byłoby wykonalne. Więc stwierdziłam ze.... jak znajdzie taką chatkę to - możnaby się przekonać. Haha beznadziejne... beznadziejny jest fakt ze własnie o tym tak paranoidalnie marzę!
  O tym żebysmy mogli poprostu pobyć sobie razem...tylko razem bez nikogo innego..bez zadnego niebezpieczeństwa ze..ktoś wejdzie czy coś w gtym stylu..

Jak ja uwielbiam ten jego zapach...tą bliskość... Smak Jego ust... Dotyk... A co najsmieszniejsze: ja to zawsze jestem gorąca - w tym sensie ze mam ciepłe ręce nogi ciało itd...a dzis OOOOJJJ  palce u rąk miałam tak lodowate ze az było mi wprost głupio :):)  a On wrzątek !!! ciekawe..moze to jakies podswiadome nerwy czy cos w tym stylu :):)

Jak tak sobie czasem myślę nad tym co czuję i nad tym co tu wypisuję to naprawdę ogarnia mnie przerażenie ze TOTALNIE zgłupiałam! Przecież zachowuję sie dokładnie tak jak sie zachowywałam mając 13-14 lat.  Poprostu totalne zrąbanie jakiegokolwiek racjonalnego,logicznego myslenia. Massakra! Az sama siebie nie poznaję! I to jeszcze taka sytuacja! Chodzi własciwe o Jego sytuację... MNoze faktycznie zamiast wypisywać tutaj to co ślina mi na język przyniesie powinnam zacząć pisanie jakiejs ksiązżki , romansu czy coś mniej więcej w tym typie.

Hmm....
2006-09-04 Błądzić jest ( ponoć ) rzeczą ludzką... 1:07
No i znowu coś mnie tu przywiodło.

Przypuszczam, że znowu jest to ciężar moich myśli. Chociaż staram się o tym wszystkim zbytnio nie rozmyślać jednak…Chwilami jest to silniejsze ode mnie.
Chodzi o całokształt mojej marnej egzystencji. Nie tylko o tzw. żonatego „kolegi od projektu” – tylko chodzi o wszystko. Za12 dni licząc od obecnej godziny będą moje 23 urodziny. A ja – jeśli chodzi o sferę uczuciową nadal stoję w miejscu. Nie chodzi o to ze np. nie jestem szczęśliwa.. wszystko byłoby ok. gdyby ON był młodszy chociaż o te 10-15 lat… A tak to wciąż tkwię w zawieszeniu. Bo nie ukrywajmy – 33 lata róznicy wieku w związku to naprawdę zbyt wiele. Po mimo tego , ze jest fantastycznie. (no pomijając drobne szczegóły – ale drobne niedotarcia są w każdym związku) … Czuję się przy nim idealnie, bezpiecznie, swobodnie itd. Ale najlepiej mi gdy jesteśmy sami. Po prostu we dwoje w domu. Ale przez ta roznicę to praktycznie nie mamy znajomych, z rodzicami niby jest ok. – choć tato ( może tylko pozornie ) jakos mi się wydaje ze problemu nie widzi. A mama ostatnio jakby na każdym kroku podkresla rózne sprawy – i to mnie irytuje ale wiem ze ma rację.
I po prostu nie wiem co mam z tym całym fantem zrobic. Aż mi łzy bezradności napływają do oczu bo po prostu nie wiem nie wiem niee wieem!!!! I mnie to chwilami doprowadza do szału! Może faktycznie gdyby na horyzoncie pojawił się ktos super kiper fantastyczny to łatwiej byłoby mi skończyć ten związek. Ale już musze zacząc się przygotowywac na to ze zawsze będę pamiętała..że zawsze będę myślała..że cholera zawsze będę miala poczucie winy ze Go zostawiłam samego. Wiem ze to istny masochizm ale fuuuuck! Tak już mam w tym przypadku! I jedyne co mogłoby osłabić ten zal to przyłapanie Go na czymś co może uświadomiłoby mi fakt , że nie jest taki idealny. I złapanie Go na gorącym uczynku – np. na przelatywaniu jakiejs laskii z czata – przygasiłoby nieco to poczucie winy że Go zostawiam.
Czuję – a raczej wiem ze to chore podejście. Ale ogólnie rzecz biorąc wszystko to jest chore więc nie ma co zbytnio się dziwić. Chociaż znając mnie i moje zdolności do wpędzania się w poczucie winy to może przyszedłby mi do głowy pomysł ze może to przezemnie przelatuje panienki. Może dlatego ze czuje , że zbliża się moment rozstania i szuka potencjalnej następczyni..albo np. nie daje mu wystarczająco duzo… albo za mało poświęcam mu uwagi bo wciąż tylko praca-rodzice-dom-praca-szkola-rodzice-dom itd. Itd.
Nie wiem,nie wiem..moze przydałaby się tu jakas pomoc psychologa czy cos w tym rodzaju ale na to skolei to nie mam kasy. Hmm..massakkrra!
A wracając do cholernego kolegi z sąsiedztwa..to- na razie wychodzi na to ze nic złego dziac się nie będzie.Choć nie odpowiedział mi na pytanie na ten temat, które to zadałam smsem. A już minął tydzień i od tego czasu kilka razy w przelocie się widzieliśmy. Tak tak kilkaa razy – a do tego tylko w przelocie.
Nie wiem dlaczego..czyżby nie miał czasu?> Hmm..jakby chciał to na pewno by go znalazł.
No ale cóz… jak wiadomo jako tzw „ta druga” to nie mam się czego spodziewac i było to wiadomo od samego początku.Pozatym nawet jeżeli on jest świnią – to po tym co nawyrabiałam przez ostatnie pare miesięcy i tak pewnie traktuje mnie jako puszczalska kurwę.
A jeszcze do tego debilne smsy na jakie od czasu do czasu mnie bierze… To już mogole pewnie biedaczek zastanawia się w c wpadł.  haha biedaczysko. Pewnie nie wie jak ma mi to powiedziec ze ma mnie w dupie i to był tylko … była tylko seria ostrych numerków – bo akurat była okazja. A skoro teraz nie ma już okazji to wrócił na stare smieci.
Fuuuu.ja to musze być naprawde albo zboczona albo prawdziwa swinia. Taki uzywany towar macac, dotykac i wogole… I tak w chwili obecnej to jestem nastawiona całkowicie na NIE. Ale wiem ze jak tylko Go zobaczę to stopnieje całkowicie. Dobrze tylko ze jestem takim tchórzem że…. Wiem na 100% ze nie zacznę live wygadywac róznych „głupich” rzeczy – jakie czasem piszę smsami. Choc i tak – jeżeli już w ogóle mnie poniesie to… jest to maksymalnie okrojona wersja tego co lezy mi na sercu. I właściwie to robię to, a właściwe nie robię tego żeby go nie wystraszyć. Bo w sumie i tak………co by to dało jakby wiedział co czuję???
NIC! Nic by nie zmieniło jakbym powiedziała ze za nim tesknię, że chciałabym go przytulić czasem..po prostu przytulić się i tak choć chwilę..jedną krótką chwilę pobyć. Pobyć tak – jak mogę być z moim mężczyzną, z którym jestem.
I w tym wszystkim, w tej mojej całej zasranej sytuacji najgorsze jest to ze z moim jest tak idealnie. Jest tak strasznie czuły..tak własnie jak ja tego potrzebuję – i boję się że już nikt taki nie będzie. Ze np. trafię na kogos tak pozbawionego czułości jak ten od projektu..Nie wiem – może jest inny a np. nie chce pokazac jaki jest naprawde żebym się nie zakochała – żeby on nie poczuł tego ze chce być czuły. Może tylko chce żeby nas łączyło przelotne rżnięcie . On z tego ma wytrysk – a ja na zupełnym marginesie odkładam sobie chwile intymności, bliskości, dotyk, każdy pocałunek… i potem karmię się tym przez kilka nastepnych dni.
BOŻE!WARIATKA! normalna wariatka no nie? Sama sobie przeczę na każdym kroku – a przy tym nie wiem czego chcę…Hmmm a właściwie to wiem ale szukam tego w niewłaściwych miejscach !!!!

Chcę być z kimś. Z kimś takim jak mój… Tylko ze mieszkać do tego w normalnym, domu. ( Bo ten jego nie jest normalny bo wymaga gruntownego remontu … ale on się do tego zbiera bez sensownie chyba już od 20tu lat) No ale w każdym bądź razie być z tym kims…pod koniec studiów zajsc w ciążę… i… Boooże to wydaje się wszystko takie odlegle i nieosiągalne.Takie ze widzę ogólny zarys tego wszystkiego ale nawet nie potrafię opisać..
I BOJĘ SIĘ ZE CZEKA MNIE TOTALNIE SCHRZANIONE ZYCIE.Przez to ze już na samym wstępie mma totalnie napierdolone. Tylko walic głową w ścianę i patrzec czy równo puchnie… Jeszcze do tego ta cholerna jesien! Tak pouro, smętnie, zimno, deszcz i w ogóle dobijająco i przygnębiająco to wszystko na mnie działa.
I ta pogoda mnie przygnębia i to wszystko co mam nachrzanione i w ogóle. Nie wiem jak wyjdę z tej całej sytuacji.
Cokolwiek bym nie zrobiła to i tak będzie mi przykro i ciężko.
No jeżeli chodzi o mój związek – i to jest mój podstawowy problem… To są dwa wyjascia: albo zostac albo odejść.
Ale tak czy tak to i tak zle. Bo jak odejdę to będę się zalewała łzami ze Go zostawiłam, ze Go zraniłam…ze zostanie sam , całkiem sam – tylko on i puste laski z czata. Nikt o niego nie będzie dbał i mogole ..kocham go strasznie i … po prostu będę się martwic…i będę tz tesknic za czułością i bliskością i…..wspólnym gotowaniem, oglądaniem filmów, jazdą na nartach w zimie, wypadami za miasto w lecie, polowaniem na Ufo w sezonie nie wazne jakim, za smiechem przy głupich grach komputerowych, za wspolnym zasypianiem wtuleni ciało w ciało… za wspaniałym seksem, za jego roztargnieniem, za jego głosem, zapachem, ramionami które mnie witają po powrocie z pracy … czy skądkolwiek… (nikt nigdy tak idealnie mocno i ..czule mnie nie przytulał na każde powitanie i pożegnanie), za telefonami, rozmowami o wszystkim (oprocz mojego problemu nad którym w tej chwili się rozwodzę), za ciepłymi dłońmi które gładzą moje dłonie,czy ciało jak tylko jestem w pobliżu,za wsparciem jakie mi daje codziennie, za tym jak mnie popychają do przodu gdy nie mam sily do wszystkiego….będę tesknic po prostu za NIM.
A jak zostanę to cały czas będę się zastanawiała nad tym ze tracę czas, ze to nie ma przyszłości, ze nie wyobrażam sobie tego żebyśmy się pobrali, żebym zaszła w ciąze i żebyśmy mieli dziecko, będę mieszkac w obskurnym domu bez cieplej wody i normalnej łazienki, wszedzie tylko syf…. Będę musiała dalej znosic dyskretne docinki mamy,które nie są pozbawione racji. I dalej nie zbiorę się w sobie i … nie wyśledzę czy on mnie zdradza czy tez nie… A jeżeli tak to… będą mi rosły rogi..rosly rosły i rosły.. hehe Nie niee no to nie jest smieszne- tylko zartowałam..A latka dalej będą lecieć… i w końcu.. narodzi się tak silne przywiązanie ze nawet gdy on będzie do niczego nie nadającym się 70letnim dziadkiem a ja jeszcze żwawą czterdziechą to….już wtedy będzie za późno na dzieci…na szukanie nastepnego.. i w koncu zostanę starą panną, do tego wdową i do konca zycia będę zgorzkniala i niezadowolona z zycia bo do ostatnich dni będę opłakiwać miłośc mojego życia – przez którą to życie było totalnie spierdolone!!!
NO I CO JA MAM ZROBIC!? No co? To tak jakbym stała w ślepym zaułku – z drogą powrotną odciętą przez zbliżająca się ścianę z kolcami. Jest jedno wyjście – ale na górze – a ściany SA tak gładkie z e nie mogę się tam dostać… Boooze. Straszne to wszystko!
Straszne.
Ide spac. Zobaczymy co przyniesie jutro…


2006-08-22 i już 22 sierpnia... i wtorek ... i.... w zasadzie nic nie jest proste - tak jak nigdy zresztą nie było..
..No i żeby było śmieszniej mamy już 22. sierpnia...a wszystko dalej trwa.


Nic nie pisałam – bo porostu nie było czasu, a właściwie to w ogóle zapomniałam o tej mojej furteczce przez którą mogę wygonić tłoczące się w głębi głowy myśli, uczucia..O furteczce przez która znajdują ujscie wszystkie żale, lęki, wątpliwości... A ogólnie rzecz biorąc nie jest to żadne wyjscie z sytuacji tylko po prostu swoiste uzewnętrznienie emocji, do którego po jakimś czasie można powrócić i spróbować bardziej obiektywnie spojrzeć na to wszystko co w danej chwili...było niemożliwe.

I tak własnie jak wczoraj rozmawialiśmy z „Panem od projektu” o uczuciach, emocjach itd. To nagle przypomniałam sobie, że przecież gdzieś tam w przestworzach wirtualnego świata czekają moje zapiski....czekają może na to żebym do nich powróciła...
 a może na to żebym faktycznie dała Mu poczytać..

Jednak myślę , że to jeszcze nie czas, na odkrywanie...pewnych spraw.

Chociaż...właściwie to ciężko stwierdzić kiedy taki czas nadejdzie.I czy w ogóle nadejdzie o ile w ogóle powinien nadejść.
Także jak już mówiłam : żadnych planów, żadnych zbyt gorących... uczuć... żadnego myślenia... żadnej tęsknoty... kombinacji, wkręcania się przysłowiowego.
->TAK POWINNO BYĆ.


Ale jednak nie do końca udało mi się sprostać moim postanowieniom. Aczkolwiek chwilami udaje mi się zachować (nie)zdrowy rozsądek i dystansować od tego wszystkiego.

Wiem , że nie powinnam, wiem że jestem świnią i wiem że ON też jest świnią. Ale trudno. Zycie jest tak krótkie, tak kruche i tak problematyczne...że skoro można choć chwilami zapomnieć o wszystkim dookoła i cieszyć się krótką bądź tez dłuższą chwilą – to CZEMU NIE?
Przecież jak wiadomo taka chwila należy tylko do...chciałam powiedzieć „do nas” – ale „nas” jako takich nie ma, więc może powiem ze taka chwila należy do uczestników tej chwili...Jedno jest tylko pewne – mianowicie to, że owa chwila już NIGDY SIĘ NIE POWTÓRZY. Może być tylko lepiej lub gorzej, może być inaczej ale tak, dokładnie tak jak w danej chwili jest – to już nigdy nie będzie.

Oooch, cóż za wynurzenia filozoficzne! I w ogóle cóż za wielka wena twórcza! Wprost geee-niaa-lll-ne !

I równie genialna jest moja „pustość” i naiwność. Choć jak już wielokrotnie pisałam – na nic nie liczę. Mając na myśli np. idiotyczne... liczenie na to ze będziemy razem, ze odejdzie od niej czy cos w stylu...wiem ze to po prostu nierealne – więc nawet nie będę się bardziej katować emocjonalnie – Az taka „genialna” to nie jestem.

Więc wczoraj wieczorem, w domu przeczytałam sobie to wszystko co tutaj pisałam i muszę stwierdzić , że nawet te moje wywody mają sens. No może pomijając drobiazgi , ale daleka jestem od wprowadzania jakiś poprawek czy zmian ( np. na wypadek gdybym kiedys zdecydowała się dać MU to przeczytać – choć wątpię żeby to kiedykolwiek nastąpiło)

Jedyne co należało by teraz dodać to kwestia seksu, orgazmów itd, liczenia „ile razy..” itd.  To akurat było trochę dziecinne, tym bardziej że  totalnie już straciłam rachubę. A od czasu ostatnich zapisków - może owe "poczucie bezpieczeństwa" się oczywiście nie pojawiło, jednak pozytywne doznania nie kończyły się jedynie na satysfakcji z "bycia blisko"...
Pojawiły się nieco bardziej uwznioślone odczucia. ;) No ale oczywiście wszyscy wiemy o czym mowa więc nie będę szczegółowo wyjaśniać na czym takie odczucia polegają. ;o)

I ogólnie rzecz biorąc to wogóle nie wiem co teraz chciałabym tu napisać i  co właściwie   przywiodło mnie  znów na tą stronę.

Może fakt, że dzisiaj głębiej zastanowiłam się nad tym wszystkim. W jednym króciutkim momencie doszłam do wniosku że jest jak jest. I może jest to chory układ, który wogóle nie powinien mieć miejsca – jednak..... nie potrafię sobie wyobrazic takiej opcji że np. Jego tutaj nie ma.

Tzn. mogę sobie wyobrazić jakby było strasznie, bo jak przez tydzień był na zleceniu poza miastem to... było fatalnie. Nawet nie chciało mi się wstawać rano, siedzieć w tej pracy, uśmiechać się i w ogóle wszystko było takie jałowe, pozbawione głębi i ... aż boję się powiedzieć ale – również pozbawione sensu.Ale....

A dzisiaj...przyznał że pojawiło się niebezpieczeństwo, że...

...że troszeczkę narozrabiał przez przypadek, i jak szef wróci pod koniec tygodnia .. ( a mamy wtorek ) to może być niewesoło... I jedną z kar jakie może szef zastosować jest np. przeniesienie Go na drugi koniec Polski... gdzie jak to ujął niby to w żartach... gdzie psy szczekają dupami.,, :]


Boooże! Nie mogę sobie wyobrazić takiej sytuacji. Nie mogę, nie chcę!!! NIE!!!!!!
Jak to powiedział to chyba zauważył ile łez napłynęło mi do oczu i... od tej chwili już się dzis nie pokazał. Aaaale... ale nawet nie chcę o tym myśleć! Jakoś się przeciez MUSI ułożyć!!!


Musi...


Jest tyle nowych rzeczy...Tyle nowych rzeczy widzę w Jego oczach... Choć staram się tego nie widzieć, staram się również być „mniej więcej” obojętna, staram się żeby choć chwilami również się zastanawiał jak ja podchodzę do sprawy która jest miedzy nami.


Och! Jak bardzo bym chciała mieć na tyle odwagi żeby czasem po prostu się przytulić do Niego... Tak po prostu... Tak jak mi się to sni co noc.
A te moje sny o nim zaczynają mnie już przerażać. Bo to nie są takie zwykłe sny tylko takie półsny... śpię a jednak nie śpię – a może nie śpię ale na tyle tracę logikę podczas przebudzenia w środku nocy że niknie jakikolwiek realizm. I w takich chwilach ... och! To nie do opisania co czuję gdy...

...budzę się i... tak bardzo się ciesz ę że On leży obok, przytulony...
zaczynam go całować w czoło, gładzić włosy, przytulać jeszcze bardziej aż...


...aż tu nagle się okazuje, że to WCALE NIE ON!!!

Że to po prostu mój mężczyzna, z którym po mimo wielu aspektów nadal jestem. I z nim... w nocy śpię..I w zasadzie jest ok. Tylko że jak już mowiłam – może w chwili obecnej zachowuję się jak suka i kurwa ale nie zasługuję na takie życie. Nie zasługuję na marnowanie życia z facetem dwa i pół raza starszym ode mnie, który w dodatku najprawdopodobniej jak tylko ma okazję to zalicza panienki jak... jak cholera ziemniaki!


Ale wracając do tych snów – które wcale nie są snami!! Nawet nie wiem jak by to można było określić! CO TO MOŻE BYĆ? Jakiś nocny letarg? Czy może powoli zaczynam bzikować?? Jednak jakkolwiek by to określić – nie jest to przyjemne.

Tzn przyjemny jest tylko ten moment w którym aż cieplutko mi się robi z radości że On śpi obok, słodko i spokojnie.A ja mogę tak po prostu Go przytulić, ucałować...ukochać.......
A chwila , w której przychodzi otrzeźwienie i zrozumienie – że może i jest fajnie ale... TO NIE ON – nie jest już miła.


Oooch. A ten zapach. Jak można tak cudownie pachnieć! I to nie sa perfumy. zTo po prostu taki naturalny piękny zapach. Przynajmniej już wiem czym są „te sławetne” feromony ... żebym tylko nie była takim wielkim tchórzem!

Czasami mam ochotę na jakąś drobną, przelotną czułość..ale po prostu sztywnieję totalnie i nie mogę.. I myślę że w takim momencie właśnie do głosu dochodzi zdrowy rozsądek który hamuje bulgoczące uczucia. Do których nawet sama przed sobą nie chcę się przyznać. Choć przyznaję się ( sama sobie oczywiście ) do tego , że cholernie mi Go brak. I jak już wielokrotnie mówiłam – nie chodzi wcale o seks. Tylko po prostu o to takie dziwne uczucie wypełnienia kiedy jest obok.

I tak chwilami się zastanawiam...Co On tak właściwie czuje. Jakie ma podejście. Bo pod tą skorupką, którą tak uparcie stara się osłaniać – musi coś być.
Czasem nawet ( ostatnio coraz częściej ) zapomina chyba o „podklejaniu na bieżąco tych kawałków , które nie wytrzymują ciepła mojego spojrzenia, i tego ciepła które bije odemnie do Niego...” bo pojawiają się to coraz nowsze „symptomy” tego, że nie jest jednak tak..

Oj...własnie „ona” pojechała gdzieś...autem..(mam to szczęscie lub też nieszczęście że mam doskonały podgląd na wszystko co się tutaj dzieje :-] )

Więc reasumując – to myślę, że walczy z tym co czuje..Walczy tak jak ja. Choć przypuszczam ze w zdecydowanie mniejszym stopniu, ale jednak.


No dobrze...czas się zbierać do domku, bo nie zdrowo jest tak bezcelowo sterczeć w pracy po godzinach.Może jeszcze tylko coś nie zdrowego na przysłowiowego odchodniaka . i.. tak w zasadzie to faktycznie – miło czasem z siebie pewne rzeczy wyrzucić. A jeszcze milej jest potem do tego wrócić po jakimś czasie i już z nieco innej perspektywy spojrzeć na samą siebie.
Przy takiej okazji można dojśc do pewnych wniosków. Dostrzec błędy, spojrzeć głębiej w swoje ja. Może dzięki takim zapiskom – w przyszłości będzie można uchronić się takich błędów – które jak się popełniało- wcale na takie nie wyglądały.

Mam tylko nadzieję ze wszystko się na tyle ułoży , że mniej więcej będzie dalej tak jak jest teraz. Ze nie dojdzie do tego...czego tak się dzisiaj przestraszyłam i ... że znajdę taki kat spojrzenia na wiadomą sytuację że.... nie będę już musiała uciekać sama przed sobą..


Bo jak wiadomo – niewykonaln jest ucieczka przed własnymi myślami...

I tym „optymistycznym „akcentem”....


do nastepnego..
2006-07-08 sie porobilo...
wiem..wiem..dawno nie pisałam ale ii tak pewnie tego nikt nie czyta wiec to nie ma głębzego znaczenia. 
A generalnie...to co słychac? KOmpletnie nic ciekawego..Moze oprocz tego ze juz nie jestem AZ tak bardzo wkręcona tylko o 3/4 mnie ale jednak i tak wkręt tk zwany zawsze pozostanie wkrętem...

A facet...? NO a co by tu sie moznabylo spodziewac..? Taki miły i delikatny..subtelne wydanie świni..chciałam napisać gorzej... ale równie dobrzez mozn stweirdzić ze to ja jestem puszczalską kurwą i mam to co chciałam...

Mój fcet zalicza panienki z czata....a ja? Hmm.. w sumie nie powinnam miec pretensji bo tez sobie aliczam. Z tą tylko róznicą ze on traktuje sprawę bardziej TECHNICZNIE a ja niestety emocjonalnie.. ( chyba ze inne mam ukierunkowania - ale juz mnie przestalo bawic zaliczanie dla poprawy samooceny)  Zrzuciłam dosyc duzo kilosów i dalej spada waga więc w sumie to...akurat nie przejmuję się teraz a z tak jak kiedys lekką nadwagą bo jak widac znalazłam sposob na to zeby sobie z nią poradzic.. :o)  I to jest jedyny pozytyw jaki widzę w ostatnich dniach.

A z "NIM"? co z nim..no własnie nic - jak juz mowiłam czego osttatecznie moznabylo sie spodziewac..? hehe naiwne glupie blond dziewczynisko :o/


Juz nawet nie mogę policzyc ile razy się...*** bo slowa subtelnego nie uzyję bo skoro on tego tak nie odbiera to ja tez nie mam zamiaru. zSzkoda tylko zde TYLKO RAZ miałąm orgazm..a tak to tylko sama satysfakcja ze mogę się az tak zblizyc niejako z obiektem moich westchnien.. (glupota)

I w sumie od 25 maja..a raczej od 29 na taką prawdziwą czułosc zdobyl się ...hmmm..moze przez jakies 10 min jak pogładzil mnie po dłoni i trzymalismy sie za paluszki.. I to wsio..a i tak to byl wstęp do gry wstępnej przed..zgaszeniem swiatła.. hehe bez sensu

Szkoda tylko ze mezczyzna z ktorym jestem...jest rowniez tyoem takim jak ten od westchnien od miesiaca..i zalicza panienki kiedy tylko ma okazję..i rozmawialam z kims zyczliwym z jego rodziny z( ale zyczliwym naprawde a nie w przenosni) i ten ktos stwierdzil ze zawsze tak bylo i bedzie tak dopoki bedzie mu stawal..i w sumie nie powiem ze tego nie wiedzialam od jakiegos czasu. 

I cholera najgorsze jest to ze czas leci..a ja pomimo wszystko nie moge sie zdobyc na odejscie..Nie wiem czy bardziej martwie sie o siebuie czy o Niego.. I raczej to nie jest tylko przywiązanie bo naprawdę czuje do niego wiele..i chce sie oniego troszczyc i wogole...ale cholera ! w wieku 22 lat takiego "dziadka wlasciwie" sobie organizowc??

Jakie to wszystko jest strasznie skomplikowane! Nie wiem co to bedzie..nie wiem jak to sie ulozy..mam pewnien plaz zeby go zdemaskowac na goracym uczynku podczas zaliczania jakiejs laski w samochodzie... i wtedy nie bedzie mogl sie wyprzec..bo to taki typ zze jak sie zlapie go za reke to zacznie wciskac kit ze to przeciez nie jego reka..

NO ale ja to juz sama poprostu nei wie m co z tym wszystkim robic..poprostu moze poczekam i zobaczymy..przeciez sytuacja jakos sama sie rozwiąze nie? Przynajmniej powinna tylko ze czas..dziala jeszcze bardziej na niekorzysc..jeszcze trudniej bedzie ale poprostu nie mogę,...nie mogę/...moze gdyby taki konkretny klin znalazł sie na klina przyslowiowego....  ale Boooże to straszne co sie porobilo z moim zyciem..massaaakra!


I do tego staram sie nie myslec o tym kolesiu ( od projektu) ...nie sluchac celine dion itd bo wiem ze to juz wogole totalnie bez sensu..tylko wrzodów moznaby sie nabawic..ale jakos mi nie wychodzi.... BOOOŻE JAKA BURZA!! najchetniej bym do niego zadzwonila zeby przyszedl..bo tak strasznie nie lubie burzy..i sie boje i wogole..juz nawet burza kmi sie z nim kojarzy...nnooo ale wiem ze nie moge
2006-06-18 sob/niedz 00:04
hmm..Tak w sumie to chyba nawet nie chce mi się zbvytnio pisać...

No ale tak parę słów na odchodniaka... Jestem wlasnie w pracy, bo musiałam parę rzeczy zrobić do szkoły i się wczoraj umówiliśmy..wiadomo z kim..


No ale..( w sumie to dobrze - bo otworzyło  mi to szerzej oczy ) jest zajęty.Poszedł na jakąs imprezę. I... tak w sumie to pomimo tego ze bylo fajnie, i że jestem taka naiwną, stukniętą idiotką..a wręcz taką kurwą bez sumienia.. To współczuję tej jego..kobiecie. ***
 Nie dośc ze zalicza pewnie panienki jedna za drugą.. Własnie takie głupie jak ja.. To jak ich nie zalicza to i tak ciągle go nie ma. Noc w noc znika i wogóle bez sensu.

**(taka mała dygresyjka - mamy już sierpień,koniec sierpnia i wiem już ze po pierwsze wcale tak nie zalicza panienek jedna za drugą, a po drugie to... skoro tak znika z domu to istnieje ku temu jakiś powód..Gdyby wszystko było w porządku to myślę że w 98% - te rzeczy , które robi znikając - mógłby robić w domu...

No ale nie mnie oceniać..)

A generalnie to chyba mam taki zrąbany humor... Bo naprawdę moje zycie jest takie...BEZCELOWE.

Wszystko na każdym kroku chrzanię i tak naprawdę to wszystko co robię - to robię źle.


Poprostu tak usiąść i się uchlac. No ale jak zwykle wożę dupę autem więc raczej nie mogę - bo szkoda mi na taksówkę. A pozatym chcę stąd wyjsc zanim on wróci. A nie robić z siebie ostatniej uidiotki. Dobrzez ze jutro wracam do domu... Bo może wówczas wszystko wróci do swej chorej normy.

Wczoraj...jak się kocha...aaach SOOOORRYYY! zapomniałam ze to nie jest kochanie się tylko PIERDOLENIE lub JEBANIE jak to mówi "mój" pseudo-książe od nocnego rżnięcia.

Przepraszam za słownictwo, ale poprostu jestem taka zła na siebie za to co czuję.Za tą cholerną naiwność i za to kurewstwo jakie sobą reprezentuję. Ale...najbardziej to chyba męczy mnie to że mialam wczoraj orgazm.. i z jednej strony - no wiadomo - orgazm jak orgazm...ale jakoś dziwnie się z tej okazji czuję.. I wogóle bez sensu...!!!!!!!!!!!!

Na co do cholery liczę?Na to że powie ze mnie kocha???A nawet jezeli dopusciłby się takiego kłamstwa...to co w związku z tym?   
                 -NIC. totalne nic. Bo własciwie to nie wierzę żeby jako stały partner był taki milutki i czuły i wieeerny i wogóle taki...jak to jeszcze przez mgłę widzę go w moich myślach.

Ale jak już mówiłam...To tylko wyobraźnia, która jak zwykle płata mi figle.


A rzecza która wkurwia mnie już najbardziej, jest fakt że ten mój facet...którego tak walę w rogi i wogóle.... to pomimo jednego szczegółu ( bardzo z resztą istotnego ) jest wspaniały. I naprawdę...nikt...totalnie nikt nie był nigdy wobec mnie taki czuły i wogóle taki cudowny...
  No ale... to nie może dłuzej trwac i coś muszę z tym zrbić bo jak juz wiele razy mówiłam czas leci..I dla mnie i dla niego..

  A ja wciąz żyję w swoim cholernym wyimaginowanym świecie....A jak od czasu do czasu przehrze na oczy to aż mi się rzygać chce jak widzę to wszystko co wokół siebie buduję!!!!!!!

I co z tym od projektu?.... 6 razy się bzyknęlismy...a właściwie popierdolilismy i co? I NIC!!!! Nawet nie potrafi wysupłać z siebie ani kszty czułośći czy czegokolwiek w tym stylu...A tak pierdolić się dla zasady? EEEEE..... ja jednak podziękuję...
 Choć jestem taka durna że jak go widzę to popierdolone motylki w brzuchu zaczynają sobie idiotycznie fruwać..ale to przejdzie..
 Jeszcze tylko od tych piosenek trzevba sie uwolnic..ale własciwie to juz je w aucie słucham tylko po to zeby sobie pośpiewać..Juz nie przzywam tak słów..nie podpinam ich pod sytuacje w której się znajduję..No może trochę..ale nie w takim stopniu jak bylo to wczesniej...Ok
 Zmykam do domu zeby nie pomyślał ze na niego tui czekam!!!


       JESZCZE CZEGO!!!


 narazie pa 

Zobacz serwisy INTERIA.PL